19 października – niedziela

         Uboga wdowa w Ewangelii zawsze oznacza osobę biedną, niepozorną i bezbronną. Okazało się, że zwyciężyła nawet dumnego sędziego, który nie liczył się z Bogiem i ludźmi. Taką moc ma wiara i modlitwa. Za taką wiarą rozgląda się Pan Jezus, który codziennie nawiedza nasz świat i u takich ludzi – niepozornych zewnętrznie lecz silnych duchem – chętnie gości. Zabiegany świat nawet nie wie, że podtrzymują go ręce modlących się.

         20 października – poniedziałek – św. Jana Kantego

         Mądrość polega na znajdowaniu w świecie prawdziwych zależności. Mądry człowiek to ten, kto wie co od czego naprawdę zależy. Bogacz z Ewangelii myślał, że jego pomyślność zależy od bogactwa. Pan Jezus pokazał, że tylko od Boga, a nie od rzeczy.

         21 października – wtorek

         Pan Jezus zachęca do czuwania i gotowości na Boże nawiedzenie. Mowa tu nie tylko o końcu świata czy śmierci, ale o każdym cichym nawiedzeniu, którego dokonuje Bóg. Bóg odwiedza swoich wiernych często i w różnych postaciach, tylko że nie umiemy Go poznać.

         22 października – środa – rocznica poświęcenia katedry w Sandomierzu

         Dla wielu z ludzi kościół katedralny, który stoi gdzieś tam, nie ma znaczenia. Ale trzeba wiedzieć, że każdy sakrament sprawowany w każdej parafii jest przez ręce kapłana. A każdy kapłan otrzymał święcenia w tej katedrze. Tam jest źródło naszej duchowej wody.

         23 października – czwartek

         Pan Jezus zapowiada ogień i podziały. Oczywiście jest On Księciem pokoju, ale pokoju wewnętrznego, trwałego, którego nic nie zakłóca. Ma on niewiele wspólnego z przyjemnymi emocjami, które dziś lansuje ten świat. Warto skupić się na tym, co ważne.

         24 października – piątek

         Pan Jezus mówi o znakach czasu, które przecież nie zawsze muszą być dla nas przyjemne. Np. takim znakiem jest odejście od wiary młodego pokolenia. My zamiast odczytywać co to oznacza, próbujemy ten znak zwalczyć, jakoś zaradzić problemom.

         25 października – sobota – św. Jana Pawła II

         Pan Jezus opowiada przypowieść o drzewie figowym. On sam jest ogrodnikiem, który je pielęgnuje, żeby wydało owoc. Święci są Jego naśladowcami. Każdy papież jest ogrodnikiem w Bożym sadzie, który ma dbać o jego duchowe owoce. Św. Jan Paweł II bardzo ofiarnie spełniał to zadanie nie szczędząc potu i krwi. Przyczyniał się w ten sposób do owoców Królestwa. Nie zmarnujmy dziedzictwa tego wielkiego człowieka.

mieczy i tarcz, lecz na górze, gdzie Mojżesz modli się wznosząc ręce do nieba i tutaj właśnie rozgrywają się losy całej bitwy. Wielu ludzi myśli, że losy życia są całkiem w naszych rękach, że codziennie zmagamy się o nie z przeciwnościami i to, co zdobędziemy to nasze. A przecież nie brakuje zdarzeń zupełnie niezależnych od nas, jak np. choroby, wojny, zjawiska przyrodnicze, światowa ekonomia czy wiele innych. Michaił Bułhakow pisze, że śmiesznym jest człowiek, który uważa, że jest kowalem własnego losu, a nie może być pewny, czy dzisiejszego wieczora wróci zdrowy do domu. Główna akcja naszego życia rozgrywa się w modlitewny zmaganiu, kiedy słabną już ręce wzniesione do nieba. Kto całkowicie zrezygnował z modlitwy, temu się tylko wydaje że żyje, raczej jest jak kinowy widz, który może tylko oglądać, co przyniesie akcja filmu. Takiemu człowiekowi życie przecieka przez palce i przechodzi obok niego.

         Pan Jezus w Ewangelii podtrzymuje wezwanie skierowane wieki wcześniej do Mojżesza, żeby oderwać się od zabieganego tłumu, Wejść na górę, czyli przybliżyć się do nieba i modlić się mimo wszystko. Opowiadały mi kiedyś siostry zakonne jak zmarła jedna starsza siostra, która całe życie pracowała w ogródku. Okazało się, że została po niej korespondencja, bo pisywała do osób, które prosiły ją o modlitwę. Dopiero po śmierci wyszło, że zgromadzenie jej zawdzięczało sześć powołań, bo dziewczyny, które poznały ja przypadkowo pisały potem listy i pomogła im podjąć decyzję o powołaniu zakonnym. Wreszcie okazało się, że wysyłała tez listy do Rzymu i raz odpisał jej krótko sam św. Jan Paweł II. Ona była jak wdowa z dzisiejszej Ewangelii – niepozorna i bezsilna – ale przez konsekwencję i wytrwałość modlitewną osiągnęła w prawdziwym duchowym życiu bardzo wiele, a praca w ogródku to był tylko skromny, zewnętrzny przejaw jej życia. Jak bardzo my – współcześni skupiamy się na pozorach życia, a z prawdziwym życiem modlitewno-duchowym mamy niewiele wspólnego. Nawet złośliwy człowiek potrafi ustąpić, jak ktoś odpowiednio długo zabiega. A Bóg zupełnie różni się od człowieka. Chętnie udziela swoich darów, tylko czy ma kto je odebrać? Wiara przypomina wyciągnięte ku Bogu otwarte dłonie. Tylko w takie dłonie Bóg składa swoje dary. Pan Jezus (zapewne z troską i smutkiem) pytał, czy Syn Boży znajdzie wiarę na ziemi, to znaczy, czy ktoś będzie jeszcze zainteresowany odbieraniem darów, które Bóg przygotował? Obyśmy nigdy nie stracili tego zainteresowania.

Kochani

W pierwszym czytaniu słyszymy o tym, jak bogaci ludzie w Izraelu bawią się i ucztują nie przejmują się upadkiem ich kraju. Przypomina mi to sceny z ostatnich dni drugiej wojny światowej: kiedy palił się już Berlin i można było uratować jeszcze wielu ludzi, w bunkrze Hitlera puszczano muzykę z gramofonu, tańczono, jedzono i pito bez umiaru. Czy chcieli zapomnieć o tragedii, czy było im po prostu wszystko jedno? Sądzę, że raczej to drugie: tak zatracili się w pysze, że nie zorientowali się, że oto ważą się ich losy. Bogacz z dzisiejszej Ewangelii postępował podobnie. Kiedy Izrael był pod okupacją Rzymu, wielu myślało o powstaniu i wyzwoleniu, a nawet jeśli nie o walce, to przynajmniej o tym, że trzeba zachować naród i wiarę oraz swoją tożsamość. Bolesław Prus po dwóch nieudanych powstaniach głosił po całej Polsce będącej przecież pod zaborami referaty o tym, że nic nie przyjdzie z walki o niepodległość, jeśli prości i biedni ludzie będą przymierać głodem w kraju bez dróg, bez szkół, bez opieki medycznej i jakiejś wyższej kultury. Wielu patriotów odłożyło wtedy szable, a wyciągnęło ręce do swoich biednych sąsiadów pomagając im i ich dzieciom znaleźć jakiś lepszy los, zaczynać od tego, żeby nauczyć ich czytać.

W obliczu różnych kryzysów i niebezpieczeństwa nie wypada upijać się, bawić i głośno śpiewać: kiedy tonął Titanic to grała orkiestra a bogaci tańczyli w oświetlonej sali. Z drugiej strony nic nie da biadolenie i narzekanie bo to też jest fałszywy hałas, tylko zamiast wesołych, wybrzmiewają groźne pieśni. Bardzo łatwo jest miłować wszystkich i wszystko, całą planetę i cała, ludzkość, bo co to jest tak naprawdę planeta i co to jest ta ludzkość? Jak trudno umiłować poszczególnego człowieka, który czeka u naszych bram. Ewangelia zachęca, żeby wreszcie porzucić mówienie i myślenie grupowe, w stylu: Polacy, bezrobotni, młodzież czy starsi, a zacząć dostrzegą konkretnych, pojedynczych ludzi i wsłuchać się w potrzeby każdego i każdej, bo każdy ma swoją historię i swoją opowieść, wbrew pozorom tak różną jeden od drugiego. Pisał o tym Mickiewicz w Dziadach, kiedy chciał poruszyć sumienia współczesnych i opisywał piekielne cierpienia bogacza, który kazał chłostać chudego chłopca za to, że z głodu zjadł trochę z jego zapasów a biedną wdowę, której uprowadził córkę, poszczuł psami i dopuścił, by zmarła na mrozie. A potem jak bogacz z Ewangelii bezskutecznie błagał o kroplę wody, tak i ten błagał o dobry uczynek ze strony poddanych, ale błagał na próżno. Filozof Diogenes chodził w dzień po rynku ze świeczką i twierdził, że szuka człowieka. My też czasem nie widzimy człowieka w biały dzień tuż przed oczami.

Kochani

W dzisiejszym Słowie Bożym mamy zestawienie wiary z tym, jaką postawę przyjmujemy wobec Boga. Uczniowie proszą Chrystusa: Panie, przymnóż nam wiary! A Pan Jezus odpowiada przykładem o panu i słudze. Kto z was dziękuje słudze za to, co wykonał? Trzeba tutaj dodać, że sługa w Biblii nie znaczy jakiegoś popychadła, ale raczej „wysłannika”, „człowieka do zadań specjalnych”. Sługa wykonuje zadania a Pan je wyznacza. W tej relacji to człowiek jest sługą, a Bóg jest Panem. Różnie z tym jednak bywa: w religii pogańskiej, przez wykonywanie określonych czynności, człowiek zmuszał bóstwo do działania. To się nazywało magia – dzisiaj zostało w postaci horoskopów, amuletów czy innych zabobonów. Sługa chce zmusić Pana do działania. Znane są w historii wyroki władców, którzy za życia skazywali poddanych na wieczne potępienie, a Bóg miał tylko wykonać wyrok. Człowiek stawiał się w roli Pana, a Bóg stawał się sługą. Podobnie było przy nauce o odpustach, kiedy w zamian za ofiary Bóg miał obowiązek wybawiać dusze z czyśćca. A i współcześnie spotkałem się w dokumentach kościelnych z zapisem, że duszpasterze przez swoje działania mają wzbudzać powołania kapłańskie i zakonne. Czy my czasem, nawet w naszych modlitwach nie oczekujemy, że Pan Bóg będzie nam posłuszny? – zauważył to ks. Węgrzyniak. Tymczasem prawdziwa wiara, przez którą dzieją się cuda, ma być jak ziarenko gorczycy. Być może ma być tak mała, żeby nie przesłaniała Boga, który jest jedynym Sprawcą cudów? Pan Jezus, kiedy działał cuda, zawsze poprzedzał je modlitwą, gdzie wsłuchiwał się w Wolę Ojca i zgodnie z nią działał – nawet Pan Jezus nie czynił cudów na żądanie jak tego oczekiwał Herod w czasie procesu Chrystusa i byłby gotów nawet uwolnić Go w zamian za cud. Kiedy cuda działy się przez ręce proroków, to zawsze działy się na polecenie Boże, choć często prorok tego nie rozumiał, czy nawet się nie zgadzał jak np. Jonasz. Prawdziwa wiara, która przenosi góry i przesadza drzewa nie zaczyna się więc od słów: „Panie Boże daj”, czy „Panie spraw”, ale raczej od słów: „mów Panie, bo sługa Twój słucha”. Jeśli człowiek będzie często słuchał, to Pan Bóg będzie głośniej do niego mówił. Jeśli człowiek będzie spełniał posłannictwo, które Bóg mu objawi, to zobaczy cuda. W pierwszym czytaniu słyszymy słowa: „Sprawiedliwy z wiary żyć będzie”. Uczepił się ich Marcin Luter i doszedł do wniosku, że sama wiara, a więc jakieś wewnętrzne przekonanie wystarczy, żeby żyć wiecznie. Tymczasem Słowo Boże mówi o tym, że wiara podtrzymuje życie człowieka wtedy, kiedy dokoła dzieje się źle, nie tak jak oczekiwalibyśmy. Wiara daje szansę na przetrwanie, bo niesie pewność, że Bóg działa.

Kochani

         Dzisiejsze pierwsze czytanie przypomina przedwojenną historię o tym, jak pewien młody Żyd, syn lokalnego sklepikarza nie chciał się podporządkowywać tradycji i chodził ubrany nie tradycyjnie, tylko nowocześnie, jak jakiś jaśnie pan. Kiedy stary ojciec sklepikarz go zobaczył tak ubranego nie według tradycji starszych rzucił w niego kilogramowym odważnikiem. I te 95 deko o mało młodego nie zabiło. Zapytasz, dlaczego 95 deko? Bo tyle właśnie u „uczciwego” sklepikarza ważył kilowy odważnik. Opowiadano mi też inna historię, jak to mleczarz dogadał się z piekarzem i przynosił mu co rano litr mleka (co waży około 1 kg) a za to zostawał bochenek chleba o takiej samej wadze. Któregoś dnia piekarza chciał sprawdzić mleczarza. Przyniósł do domu mleko i położył na wadze i okazało się, że do kilograma sporo brakowało. Na drugi dzień poszedł rano z pretensjami, dlaczego mleczarz podstępnie, po troszku umniejsza ilość mleka, którą daje za chleb. Na to mleczarz odpowiedział: ja mam w domu tylko wagę na szalkową i leję tyle mleka, ile waży twój chleb, który mi dajesz. Wyszło więc na jaw, że to piekarz był nieuczciwy.

         Choć przysłowie mówi, że pokorne cielę dwie matki ssie, Pan Jezus jednak zajmuje inne stanowisko. Co się da pogodzić w życiu to się da, ale nie da się naraz służyć Bogu i mamonie. Kto chce się nieuczciwie dorabiać nawet na drobnym oszustwie ten na pewno nie ma w sercu miejsca dla Boga. Opowiadał mi znajomy o tym jak robił zakupy w górach w małym, prywatnym sklepie, gdzie nie było wystawionych cen. Nabrał kilka artykułów do koszyka i zapłacił, choć wydawało mu się, że dość drogo. Dopiero po wyjściu ze sklepiku spojrzał na paragon: za bułkę policzono mu 15 zł. Handlarz mógłby być dumny, że oszukał turystę, ale jakie miano kupił sobie za te parę złotówek? Sam słyszałem kiedyś rozmowę, jaką odbywał mechanik samochodowy ze swoim synem przez telefon. Ojciec wyjechał, a syna zostawił w warsztacie. Syn dzwonił późnym wieczorem, że tuż koło ich warsztatu zepsuł się czyjś samochód i czy ma przyjąć klientów do naprawy po godzinach. Na to ojciec mu powiedział: przyjmij, tylko ostrzegam cię: nie waż się wziąć od nich mniej, niż 1000 zł. Jakie miano kupił sobie taki dobry „biznesmen” za klika stówek, które wycyganił od ludzi w potrzebie?

         Kto w małej rzeczy będzie wierny, ten i w wielkiej wierny będzie, a kto w małej rzeczy będzie nieuczciwy, ten i w wielkiej nieuczciwy będzie. Czy to znaczy, że jak ktoś się np. spóźni, czyli popełni małą nieuczciwość, to automatyczne i okradnie, czyli popełni wielką nieuczciwość? Otóż nie. Nie wolno tak rozumieć tego fragmentu Ewangelii. Rzeczy małe oznaczają tu sprawy ziemskie i doczesne. Rzeczy wielkie oznaczają tu sprawy Boże. Kto jest wierny przykazaniom w dziedzinie rzeczy doczesnych, ten zapewne też ma w sercu miejsce dla Boga i Jego wielkich spraw wiecznych. Kto jednak nie jest wierny w sprawach czysto doczesnych, w sprawach wymagających zwykłej, ludzkiej uczciwości, ten najczęściej nie zostawia w swoim sercu miejsca dla Boga. Bóg jest wszędzie z jednym wyjątkiem: nie ma go w sercu, które człowiek wypełnił własnym ego.

Strona 10 z 89

logo

caritas

Liturgia na dziś

Copyright © 2026 Parafia Św. Józefa w Sandomierzu. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Joomla! jest wolnym oprogramowaniem wydanym na warunkach GNU Powszechnej Licencji Publicznej.
Our website is protected by DMC Firewall!