W dzisiejszej Ewangelii występują faryzeusze. Trzeba wiedzieć, że byli to ludzie twardzi i jak nieraz widać w Ewangelii uparcie trzymali się zasad. Szczególnie mieli jedną zasadę: żadnej współpracy z Rzymianami ani z celnikami ani z przybocznymi króla Heroda. Tymi ostatnimi szczególnie pogardzali. Pogardzali, ale kiedy trzeba było zrobić na złość Panu Jezusowi to się nagle zjednoczyli. Znany egzorcysta mówił kiedyś: w piekle nie ma zgody, ale zdarza się przymierze złości, kiedy dwóch lub więcej rogatych, którzy się absolutnie nienawidzą, mogą podjąć krótką współpracę, żeby zniszczyć jakieś dobro. Znamy z historii jeszcze z lat 30-tych XX w. tę propagandę: nie było gorszego wroga dla hitlerowców niż ruski komunista i nie było gorszego wroga dla ruskich komunistów niż hitlerowiec. Ale kiedy nadarzyła się okazja, żeby zniszczyć niewinny kraj, jeszcze nie odbudowany po zaborach i pierwszej wojnie to się szybko dogadali. Zawarto pakt Ribbentrop-Mołotow ponad naszymi głowami, za naszymi plecami a nas sprzedano, podzielono i zniszczono. Zaczęło się 1 września 1939 r., a dopełniło się 17 września. Nie chcę tu politykować, ale czy podobnie nie było w Jałcie? Czy amerykański demokrata może dogadać się z radzieckim komunistą? Jeśli trzeba podzielić sobie świat jak kawałek tortu, to z samym diabłem by się też dogadali. Czego się nie robi dla zysków…

W XVI wieku toczyły się we Francji konflikty religijne między katolikami a francuskimi protestantami czyli hugenotami. Tymi pierwszymi przewodzili królowie z dynastii Walezych a tymi ostatnimi przewodził zagorzały protestant, a więc wróg Kościoła Katolickiego Henryk IV Burbon. Takie konflikty niszczyły kraj od środka, więc możnowładcy wpadli na pomysł, żeby Henryk IV Burbon i Małgorzata Walezy ożenili się i razem rządzili krajem. Tylko że prawo wymagało, że Francją musi rządzić władca katolicki. Wtedy Henryk IV miał wypowiedzieć słynne zdanie: Paris faut bien une messe [czytaj: Pari fo-bię-nin mes], co znaczy po naszemu: „Paryż wart jest mszy”. Dla władzy w Paryżu nawet zagorzały protestant się nawróci i pójdzie na mszę.

Faryzeusze, którzy chcieli uchodzić za patriotów i w żaden sposób nie dogadywali się z Rzymianami ani ich zwolennikami, kiedy trzeba było skazać na śmierć Chrystusa kłaniali się Rzymianinowi – Piłatowi. A kiedy ten sprytnie powiedział o Chrystusie: „Oto wasz król!” Faryzeusze usłużnie odpowiedzieli: „Poza cezarem nie mamy króla”. Dla doraźnego celu dało się pogodzić faryzeuszy z Rzymianami, a także, jak wspomina Ewangelia, przy procesie Pana Jezusa pojednali się nawet Herod i Piłat, którzy dotąd nie znosili się nawzajem.

Oto więc przychodzą do Pana Jezusa faryzeusze nagle dziwnie sprzymierzeni ze zwolennikami Heroda i wystawiają Go na próbę, chcą żeby zabrał głos w sprawie politycznej. Polityka z natury jest podzielona i pełna nieporządku, jest z natury brudna. Chcieli więc wciągnąć Pana Jezusa w swoiste bagienko. Chcieli, żeby zajął stanowisko, bo jeśli wypowie się za podatkiem, to odejdą od Niego patrioci, a jeśli wypowie się przeciw, to odejdą od Niego ci, którzy nie mają siły ani ochoty na bunt. A Pan Jezus odsunął się od takich wypowiedzi: brudną polityką niech się zajmuje cesarz rzymski, bo to on się podpisał na monetach i groźnie spogląda z każdego denara. Pan Jezus przejrzał ich zamiary i nazwał ich słowem, które pochodzi ze starożytnej greki, ale która mamy i w naszym języku: „hipokryci”. Dosłownie oznaczało to „aktorów grających na scenie w maskach”. Oni nawet zmusili sami siebie, żeby przyznać, że „Pan Jezus drogi Bożej w prawdzie naucza…”. W części Boskiej Komedii Dantego poświęconej piekłu, Dante i Wergiliusz – jego przewodnik – widzą korowód hipokrytów. O dziwo, są oni ubrani w piękne, złote płaszcze z drogimi klejnotami. Dante rozpoznaje wśród nich faryzeuszy. Okazuje się jednak, że te piękne na zewnątrz płaszcze są pełne żaru, robactwa i raniących ostrzy od wewnątrz, a do tego jeszcze są tak potwornie ciężkie, że hipokryci nie tyle idą, co wleką się morderczym wysiłkiem pod tym ciężarem z zewnątrz srebrnym i złotym, a od środka – być może ciężkim jak kamienie.

Pan Jezus przy okazji podatków cesarskich zwrócił uwagę na coś znacznie ważniejszego. Człowiek jest stworzony na obraz i podobieństwo Boga. Ma na swojej duszy wybitą Bożą Pieczęć: obraz i napis. I to jest prawdziwe bogactwo człowieka, jak bezcenna moneta. Ktoś, kto zatracił Boże podobieństwo przez grzechy próbuje błyszczeć na zewnątrz bogactwem, władzą, elokwencją, itp. Bardzo łatwo jest ukryć prawdziwą duchową nędzę za blaskiem drogiego denara. Tak jak Pan Jezus radził zwrócić cezarowi monetę z jego podobizną, tak człowiek powinien zwrócić Bogu swoją duszę, na której powinien jaśnieć blask Bożego Oblicza. Soren Kierkegaard [czyt. zeren kierkegor] napisał, że całe życie człowieka jest jak cenna moneta: człowiek może ją wydać tak naprawdę gdzie i na co tylko chce. Ale powinien pamiętać, że może ją wydać tylko raz. Faryzeusze spędzali swoje życie na próbach dokuczenia Panu Jezusowi. A my sami, na co wydajemy naszego denara? Może rozmieniamy go na drobne? Jeśli nasze życie będzie święte, to będziemy mogli złożyć Bogu nie podatek, nie łapówkę, ale bezcenną ofiarę.

logo

caritas

Liturgia na dziś

Copyright © 2026 Parafia Św. Józefa w Sandomierzu. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Joomla! jest wolnym oprogramowaniem wydanym na warunkach GNU Powszechnej Licencji Publicznej.
DMC Firewall is developed by Dean Marshall Consultancy Ltd