Kochani

II Niedziela wielkiego Postu jest zazwyczaj wędrówką na Górę Przemienienia. Z takiej góry człowiek zawsze powinien wracać przemieniony, najlepiej na lepsze. Jaką lekcję przemiany dajesz nam Góro Przemienienia? Tam przed apostołami otworzyło się na chwilę niebo. Na pewno doświadczyli wtedy czegoś zachwycającego, skoro powiedzieli: „Dobrze nam tu być”. W tym, co przyjemne i piękne człowiek chce trwać jak najdłużej, nawet postawić tam namiot i zamieszkać na stałe. Zauważył to Pan Jezus gdy widział jak ludzie przywiązali się do św. Jana: „On był lampą, co płonie i świeci, a wy chcieliście się radować jego światłem”. Nasze życie jest jak ziemia święta. Jest tam Góra Przemienienia, która symbolizuje przeżycia dobre i błogie, szczęśliwe dzieciństwo, radosną młodość, miesiąc miodowy, pociechę z dzieci lub wnuków, życiowe sukcesy, świętowanie, itp. Ale w naszym życiu nie brakuje też Góry Golgoty, która symbolizuje to, co trudne, smutne, bolesne, nasze krzyże i cierpienia. Na Górze Przemienienia chcielibyśmy zamieszkać na stałe, jak apostołowie. Z Góry Golgoty uciekamy jak najdalej – jak apostołowie. Pan Jezus, który raz po raz pozwala nam cieszyć się naszymi „Górami Przemienienia” czyni to, żeby nas umocnić, ale zaraz zachęca: „wstańcie, chodźmy, teraz przed nami Golgota”. Trudno nam przyjąć tę dzisiejszą lekcję, że normalne jest, że przychodzi czas przemienienia i czas Golgoty. Ten, który cały czas tkwi na Golgocie jest zbyt wymagający, a ten co chciałby cały czas trwać na Górze Przemienienia jest naiwny.

         Kiedy patrzymy na współczesnych ludzi, którzy lekko podchodzą do wymagań życia, osądzamy ich krytycznie. Tymczasem współczesnego człowieka stać na wiele: potrafi trudzić się, potrafi wstawać przed świtem, potrafi dźwigać ciężary i pościć, potrafi wytrwać na długim nabożeństwie i zaangażować się czynnie w dzieła, a nawet sprawować kult. Tylko, że wszystko to robi pod jednym warunkiem: musi mieć na to nastrój, ochotę, chęć, nastawienie, to nie może go kosztować emocjonalnie. To właśnie jest problem współczesnego pokolenia, że potrafi zrobić wiele, ale tylko jeśli odnajduje w tym siebie, jeśli dobrze mu w tym trwać, jeśli jest to jego lub jej Góra Przemieniania. W ten sposób praktykuje się religię naturalną, która ma różne postacie: od płytkiego katolicyzmu, przez emocjonalny protestantyzm, aż po religie Wschodu, ogólnie wszędzie tam, gdzie potrzeba działania wypływa ze mnie i jest zgodna z moim stanem emocjonalnym. Pan Jezus proponuje wiarę prawdziwą, inną: proponuje myślenie o Golgocie wtedy, kiedy chcemy tkwić na przyjemnej Górze Przemieniania. Z drugiej strony proponuje świętowanie radości Zmartwychwstania, choć może wtedy akurat nastrój nasz jest bardziej grobowy. Prawdziwa religia oczekuje umartwienia emocji, oczekuje przemienienia życia w poważne, kiedy zachodzi zewnętrzna potrzeba i w radosne święto, tez kiedy zachodzi zewnętrzna okazja, a nie wtedy kiedy ja akurat mam nastrój. Co więcej człowiek ma możliwość, jest zdolny do tego żeby podporządkować swoje przeżycia temu, na co wskazuje Chrystus. To jest prawdziwe przemienienie człowieka: z człowieka zapatrzonego w samego siebie w człowieka wpatrzonego w obraz Chrystusa, który dziś jaśnieje, jutro będzie pokryty krwią, ale znów zajaśnieje życiem.

Apostołowie początkowo nie rozumieli przesłania Góry Tabor, ani tego, dlaczego trzeba im było wyjść ze strefy komfortu. Zrozumieli to po zmartwychwstaniu Chrystusa. Niech Chrystus powstanie z martwych w nas, abyśmy zrozumieli potrzebę zarówno Góry Tabor jak i Golgoty.

 

I niedziela Wielkiego Postu

Pokusy towarzyszą zawsze i każdemu człowiekowi. Słyszymy o nich w czytaniach i w Ewangelii. W pierwszym czytaniu Adam i Ewa ulegają pokusie. Pan Jezus w Ewangelii kuszony jest w gruncie rzeczy podobnie, ale nie ulega. Pierwsi ludzie ulegli, bo mieli dokoła siebie raj. Ojcowie pustyni pisali, że jeśli człowiek jest najedzony, ma zaspokojone wszystkie potrzeby i oddaje się błogiemu lenistwu, to tak jakby już uległ pokusie, bo to tylko kwestia czasu. Przeciętny człowiek dzisiaj z punktu widzenia nie bogactwa lecz jakości życia żyje podobnie jak osiemnastowieczny hrabia. Jakość życia oznacza wiele ubrań, dostęp do ciepłej wody, kąpieli, ogrzewania, przemieszczania się, rozrywki, medycyny, itp. Jakościowo otacza nas raj, choć oczywiście nie odczuwamy tego, podobnie jak pierwsi rodzice zdawali się nie cieszyć rajem, kiedy rosły tam „zakazane owoce” to właśnie one przyciągały uwagę. Jesteśmy kuszeni tak samo jak Adam i Ewa i tak samo jak Pan Jezus, ale my podobnie do pierwszych rodziców ulegamy, bo mamy nudny raj. Wielki post to czas, kiedy możemy zakosztować trochę pustyni (ciszy, wstrzemięźliwości, niespełnionych zachcianek, i być mocą Chrystusa silniejsi w walce z pokusami.

Rzeczywiście poszczególne pokusy rajskie, pustynne i nasze można podzielić na trzy stopnie lub trzy grupy, bo chodzi w nich o coraz większy „kaliber” grzechu. Zaczyna się zawsze od zaspokajania zwykłych, naturalnych potrzeb człowieka, samo w sobie to nic złego. W pokusie chodzi jednak o nieuporządkowane zaspokajanie. Nieumiarkowanie nie musi polegać na wielkiej ilości, polega raczej na tym: musze mieć teraz, muszę mieć to konkretnie, co akurat chcę i tak jak chcę. Nieumiarkowanie to brak docenienia tego, co mamy, to znudzenie życiem, nawet dobrym, to chodzenie po raju pełny dobroci, a szukanie zawsze „czegoś więcej”. Druga pokusa pojawia się po nieuporządkowaniu i nieumiarkowaniu. Jest to pokusa większych doznań, kosztowania zakazanego owocu, który wygląda kusząco. To pokusa sławy, sukcesu, atrakcji, bycia w centrum uwagi za wszelką cenę. Ewa zobaczyła samą siebie w tajemniczym owocu, bo był to „owoc wiedzy” a przecież zwykłe owoce nie mają wiedzy, tylko człowiek ma te właściwość. Diabeł kusił Pana Jezusa do skoku z wieży. Możesz nawet zginąć, ale przynajmniej przez chwilę wszyscy będą na ciebie patrzeć, jak mówią: „żyj szybko umrzyj młodo”. Panamy ofiarą tej pokusy, kiedy chcemy zmuszać innych by się nami zajmowali. Czyż umyślne narażanie się na zło nie jest wystawianiem Boga na próbę? Jeśli nie doceniam Bożej miłości, to grzech ma ją na Bogu wymusić. Żeby zmuszać innych do zainteresowania mną, czyli odnosić takie „domowe sukcesy”, wcale nie murze być bogatym sławnym. Wystarczy że będę męczący i nieznośny, a to nic nie kosztuje. Wystarczy, że będę robił z życia przedstawienie a bliźni niech będą moimi statystami. Wreszcie trzeci pokusa to zastąpienie Boga kimś lub czymś innym. Nie koniecznie musi to być bogactwo czy wszystkie królestwa świata. Nie koniecznie musi to być sam diabeł. Najpopularniejszym bożkiem i najczęściej czczonym dzisiaj jest moje własne ego. Oczekujemy, żeby w telewizji mówili to, co myślę ja. Oczekuję, żeby rodzina zachowywała się tak jak chce ja, bo przecież ja chce dobrze. Nawet w kościele czy tez ogólniej w religii ma się podobać mnie. To ja mam być proszony, a nie prosić. To mnie trzeba dziękować, a nie ja ma dziękować innym. To mnie trzeba przepraszać za wszystko, bo to ja zdaję się mieć osąd nad wszystkim. Wielki post ma nam pomóc spojrzeć na świat z naszej góry kuszenia, stanąć ramię w ramię z Panem Jezusem i odeprzeć pokusy, póki są jeszcze niewielkie.

List Przewodniczącego Komisji ds. Instytutów Życia Konsekrowanego

i Stowarzyszeń Życia Apostolskiego na Dzień Życia Konsekrowanego 02.02.2026 r.

Uczniowie-misjonarze

Drodzy Bracia i Siostry wezwani przez Chrystusa do świętości,

Święto Ofiarowania Pańskiego to dzień, w którym poprzez wiarę – wraz z Maryją
i Józefem, starcem Symeonem i prorokinią Anną – uczestniczymy w tajemnicy Ofiarowania Pana Jezusa w Świątyni. Maryja z Józefem, przynosząc do Świątyni Jerozolimskiej Dziecię Jezus, nie tylko literalnie wypełniają Prawo Boże, ale pragną odpowiedzieć miłością na miłość Bożą. To właśnie jest sens Ofiarowania. Podobnie czynią Symeon i Anna, którzy wypełniają Prawo Boże poprzez ufne i wierne oczekiwanie na spełnienie się Bożej obietnicy.

Maryja z Józefem – pierwsi uczniowie–misjonarze

Bycie uczniem to powołanie i zadanie wymagające, zwłaszcza dzisiaj, gdy wielu – jak się wydaje – chciałoby być nauczycielami. A tymczasem, by być nauczycielem trzeba stawać się najpierw uczniem. Uczeń to ten, kto nieustannie otwarty jest na słuchanie, zachowywanie i rozważanie, tego czego się uczy(por. Łk 2,19). W jego życie wpisana jest postawa słuchania i wprowadzania w życie słów nauczyciela. Uczeń, zdobywając wiedzę także przez umiejętność krytycznego myślenia i zadawanie pytań (por. Łk 1,26-38), wzrasta w mądrości i rozwija się ku pełni człowieczeństwa, zarówno w wymiarze intelektualnym, jak i duchowym. Prawdziwym uczniem stajemy się przez całe życie. Pokazuje nam to święty Józef, który w największych rozterkach serca, rozeznaje i jest posłuszny Bożemu słowu. Pokazuje nam to Maryja, o której papież Franciszek powiedział, że jest pierwszą Uczennicą swojego Syna. Jezus, powierzając z Krzyża Matce swego umiłowanego Ucznia, rozszerza Jej Boże Macierzyństwo na cały Kościół (zob. Audiencja Generalna, 24.III.2021r.) i jako swoją wierną Uczennicę czyni pierwszą Misjonarką Bożej Miłości.

W scenie Ofiarowania Pana Jezusa w Świątyni jesteśmy świadkami spotkania Bożych uczniów. Uczniów, dla których nie wszystko od razu jest jasne, ale którzy wiedzą, Kto jest ich Nauczycielem i Kto ich posyła. Kontemplując to wydarzenie odkrywamy, że zarówno Maryja i Józef, jak Symeon i Anna, poprzez słuchanie i wypełnianie słowa Bożego, kroczą drogą uczniów – misjonarzy.

Józef i Maryja, przynosząc Jezusa do Świątyni z pewnością nie przypuszczali, że staną się uczniami swojego Syna. Wiele wydarzeń ich zaskakiwało i dziwili się temu, co mówiono o Jezusie (por. Łk 2,33).Dlatego Maryja zachowywała wiernie wszystkie te wspomnienia w swoim sercu (por. Łk 2,51). Józef, Jej oblubieniec był nie tylko biernym uczestnikiem wydarzeń, ale jako prawny opiekun Jezusa służył rodzinie, wypełniając to, co anioł mu polecił: Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło. Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus (Mt 1,20-21).

Jak dziś być uczniem-misjonarzem?

W pierwszym czytaniu liturgii słowa słyszymy proroctwo z Księgi Malachiasza: Oto Ja wyślę anioła mego, aby przygotował drogę przede Mną, a potem nagle przybędzie do swej Świątyni Pan, którego wy oczekujecie, i Anioł Przymierza, którego pragniecie (Ml 3,1). Słowa te przypominają nam, że Bóg nigdy nie zostawia człowieka samemu sobie i daje znaki swej obecności. Od nas jednak zależy, czy jesteśmy w stanie otworzyć się na Jego słowo i z ufnością oczekiwać jego spełnienia. W dzisiejszej Ewangelii usłyszeliśmy,
że jedynie dwie osoby rozpoznały w małym Dziecięciu Mesjasza. Symeoni Anna przyszli do Świątyni za natchnieniem Ducha Świętego, a więc ich serca były wrażliwe na Jego poruszenia. Owa wrażliwość była owocem ich wytrwałego czuwania i wierności
w słuchaniu słowa Bożego.

Ten Pan Jezus, który jako Dziecię został przyniesiony do Świątyni jest dzisiaj dla nas obecny w Kościele: w Eucharystii, w słowie Bożym, we wspólnocie wiary i w ubogich tego świata. JEST i czeka, by obdarować nas swoją Miłością. Czy w codziennym zabieganiu słyszymy Jego wołanie? Czy trwamy wiernie przy Jego słowie i adorujemy w Eucharystii? Czy rozpoznamy Go, gdy przyjdzie u kresu naszych dni?

Czytać znaki czasu

W świecie, który coraz częściej wyrzuca Boga ze swoich granic, potrzeba wielkiej czujności i wrażliwości duchowej, by odczytywać znaki czasu i dawać na nie odpowiedź w świetle Bożego słowa. Potrzeba nam przewodników na drodze wiary, którzy będą wskazywali na Boga i ślady Jego obecności w codzienności naszego życia. Potrzebujemy dziś autentycznych świadków spełniania się Bożych obietnic, którzy swoim życiem pomogą nam na nowo odkryć piękno wspólnoty Kościoła, wiary, sakramentów i słowa Bożego. Jedynie tacy świadkowie Chrystusa są w stanie przemienić współczesny świat.

Konsekrowani uczniami-misjonarzami

Dzisiejsze Święto obchodzone jest w Kościele jako Światowy Dzień Życia Konsekrowanego i przypomina nam o tych, którzy odpowiadając na zaproszenie Chrystusa, pragną naśladować Jego styl życia, poprzez życie ewangelicznymi radami: czystości, ubóstwa i posłuszeństwa. Osoby konsekrowane podejmują swoją drogę powołania nie tylko we wspólnotach zakonnych, ale także w instytutach świeckich oraz jako dziewice i wdowy czy pustelnice i pustelnicy. Nie zawsze spotykamy ich ubranych
w habity zakonne, mówiące o przynależności do danego zakonu czy zgromadzenia. Są oni często pośród nas, niczym nie różniąc się w zewnętrznym wyglądzie, wykonując zwyczajne, codzienne posługi. Nie brak wśród nich lekarzy, pielęgniarek, nauczycieli, wykładowców, pracowników dydaktycznych i naukowychoraz zwykłych pracowników w różnych miejscach pracy. Wiele sióstr i braci oddaje się pracy na rzecz emigrantów, ubogich, chorych, cierpiących i będących na obrzeżach życia społecznego. Wielu z nich pracuje na misjach w różnych regionach świata.

Wszyscy oni, będąc uczniami Jezusa, towarzyszą nam w życiu codziennym, budują z nami piękne relacje, towarzyszą w formacji serca i realizacji misji głoszenia Dobrej Nowiny. Razem z nami tworzą synodalną rzeczywistość Kościoła, uczestnicząc we wspólnej drodze wiary. Pokazują nam swoim życiem, że każdy człowiek jest umiłowanym dzieckiem Boga, że każdy jest ważny, jedyny i niepowtarzalny. Tworząc z nami wspólnotę wiary, dają nam poczucie bezpieczeństwa, zwłaszcza tam, gdzie są podziały i trudności; tam, gdzie rozlega się wołanie o miłość.

Nasi konsekrowani bracia i siostry pełnią rolę tych, którzy przygotowują drogę Panu. Są wezwani, by uczyć nas wiernego trwania na modlitwie i odnajdywania Jezusa
w świątyni swojego serca. Swoją żywotnością i świadectwem życia, w którym Chrystus jest centrum i Panem, mogą przyczynić się do „przebudzenia świata”, o czym podczas niedawnego Jubileuszu Życia Konsekrowanego mówił Ojciec święty Leon XIV (przemówienie z 10.X.2025 r.). Osoby konsekrowane przypominają nam, że tylko Chrystus może na nowo nadać sens naszemu życiu, jak to się stało w przypadku Symeona i Anny. Doświadczywszy Jego miłości i my możemy stać się uczniami-misjonarzami: wysławiać Boga i mówić o Nim wszystkim, którzy wyczekują obietnicy Jego przyjścia (por. Łk 2,38).

Dziękczynienie

Dziękujemy dziś wszystkim konsekrowanym za dar ich obecności. Jak mawiał papież Franciszek – konsekrowani są sercem Kościoła, a od serca zależy kondycja całego organizmu. Dziękujemy także Wam drodzy wierni, którzy otaczacie swoją modlitwą
i ofiarą materialną osoby życia konsekrowanego. Życzymy wszystkim konsekrowanym odwagi na drodze radykalizmu ewangelicznego, bo tylko on jest najbardziej wiarygodnym świadectwem bycia z Jezusem i dla Jezusa. W myśl Ojca świętego Leona XIV modlimy się, by konsekrowani byli proroczym znakiem, który wytycza świetlistą ścieżkę w planie Bożym dla ludzkości, zwłaszcza tym, którzy szukają nadziei i pokoju (zob. j.w.). Modlimy się także o łaskę wiernej miłości i dar nowych powołań do życia konsekrowanego.

+ Jacek Kiciński CMF

     Przewodniczący Komisji

ds. Instytutów Życia Konsekrowanego

i Stowarzyszeń Życia Apostolskiego KEP

V niedziela zwykła

Słowa dzisiejszej Ewangelii były wypowiedziane zaraz po Ośmiu Błogosławieństwach. Papież Benedykt XVI nazwał Błogosławieństwa charakterystyką Pana Jezusa. Gdyby ktokolwiek chciał zapytać naocznych świadków Jego życia, jaki naprawdę był Pan Jezus, to trzeba by opisać Go słowami tych błogosławieństw: był ubogi duchem, czasem zamyślony, zawsze cichy, zawsze czystego serca, rozpalało go pragnienie sprawiedliwości i wprowadzał pokój, a ponad to był prześladowany. Ten sam opis powinien pasować do każdego ucznia Chrystusa. Jeśli tacy będziemy, to zasłużymy na miano: „soli ziemi i światłości świata”.

Znaczenie tych dwóch symboli jest bardzo głębokie. W naszej kulturze znanej z powiedzenia „czym chata bogata” wita się gości chlebem i solą, a więc sól jest bogactwem domu. Sól w przysłowiu związana jest z działaniem rozsądnym, które potrzebuje czasu. Zanim człowiek pozna człowieka upływa tak długi czas, że zużyje się beczkę soli. Sól jest środkiem konserwującym i chroni od zepsucia. Sól nadaje smak i czyni wszystko miłym do spożycia. Sól oznacza też w Biblii radykalną uczciwość i czystość zamiarów. W Starym Testamencie zawieranie przymierza przypieczętowywano spożyciem soli. Solą tez posypywano ofiary składane Bogu na znak czystości serca i intencji składających. Solą oklepywano noworodki dla zdrowia i dezynfekcji. Sól zawsze „powie prawdę”: kiedy człowiek wejdzie np. do słonego morza, bardzo szybko przekona się, czy ma jakąkolwiek rankę lub zadrapanie na ciele. Dlatego sól w Biblii łączy się często z sądem. „Posolić” kogoś, to znaczy osądzić, czy jest zdrowy czy duchowo poraniony. Żartobliwie powiem, że gdyby radzieccy naukowcy chcieli wytworzyć sól, to pewnie wyszłaby im niesłona. Na co komu taka „radziecka” sól? Sól pozbawiona swoich własności jest pozbawiona sensu. Nie jest nawet godna politowania, ale wręcz pogardy – „wyrzucenia i podeptania”. Człowiek, który wyrzekałby się życia błogosławieństwami ewangelicznymi, wyrzekałby się bycia uczniem Chrystusa.

Współczesny człowiek bardzo nie lubi granic. Kojarzą mu się z wrogością czy agresją. Chce więc zacierać wszelkie granice. Chciałby na raz być umiłowanym uczniem Chrystusa, nosić Jego miano, a jednocześnie wyrzec się trudnego i mało komfortowego życia Błogosławieństw. Chciałby być niesłoną solą, chciałby być zakrytym i schowany światłem. Niesłona sól byłaby absurdalną farsą, a światło ukryte pod korcem świeciłoby samo dla siebie. Współczesny człowiek, który miłuje tylko samego siebie, nawet poza sobą nie widzi świata, cieszyłby się świecąc sam sobie, innego światła nie potrzebuje. Ale takie „światło” też nikomu nie jest potrzebne.

Pan Jezus w innym miejscu Ewangelii sam siebie nazywa „Światłem Świata”. Jeśli uczeń ma zdobyć takie miano, to powinien świecić jak Mistrz – świecić światłem Chrystusa. To światło ma świecić w ten sposób, żeby ludzie widząc przykład życia ucznia Chrystusa – chwalili Boga. Pozdrowienie polegające na pochwaleniu Pana: „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus” jest pozdrowieniem uczniów Chrystusa. Nie rozpoznają się oni przecież po dowodach osobistych. Powinni jednak umieć rozpoznać się po postawie ucznia, za którą chwali się nie ucznia lecz Mistrza. Chrześcijańskie pozdrowienie, po którym rozpoznają się uczniowie wnosi w ich życie odrobinę światła Chrystusa. Przyjdą przecież (szybciej, niż się spodziewamy) czasy, kiedy uczniowie Pana będą musieli szukać się nawzajem w świecie pozbawionym światła i smaku.

IV niedziela zwykła

W dzisiejszej Ewangelii widzimy pierwsze uroczyste wystąpienie Pana Jezusa: Jest on na Wzgórzu, przed Nim tłum ludzi, a z nim najbliżsi – Apostołowie. Wzgórze zawsze symbolizuje niebo, a Pan Jezus zasiada i ogłasza prawa. Jest to akt założycielski Bożego Kościoła, niemal sąd nad światem, coś, co przysługuje tylko Bogu. Jak wygląda prawo Bożego Królestwa? W jaki sposób sądzi Chrystus, to znaczy jaki sąd czeka Jego wiernych? Dowiadujemy się z dzisiejszej Ewangelii.

Ziemskie prawo zazwyczaj daje pewne nakazy i zakazy oraz przewiduje karę za ich nieprzestrzeganie, ale nie jest to całkowite wypełnienie sprawiedliwości. Tutaj przypomina się opowieść o św. Królowej Jadwidze. Otóż w czasach Jagiełły nasz kraj miał wprost ogromne rozmiary. W związku z tym dwór królewski nie mógł pozostawać wyłącznie w Krakowie, ale musiał się przemieszczać po kraju. To dlatego dzisiaj możemy podziwiać tu i tam ruiny zamków królewskich. Chodziło o to, żeby ludzie z całego kraju choć raz na jakiś czas mieli przystęp do władcy. Na tę okazję trzeba było czekać nieraz kilka lat. Właśnie podczas jednej z takich podróży przed oblicze Władysława Jagiełły i Jadwigi dotarli jacyś biedni kmiecie, których wcześniej bogaty sąsiad bezprawnie pozbawił majątku i środków do życia. Błagali króla o sprawiedliwość a ten kazał przywrócić im zagrabione mienie. Wtedy św. Królowa Jadwiga miała zapytać męża: „a kto im łzy przywróci?” Chodziło o łzy wylane wobec jawnej niesprawiedliwości i krzywdy i cierpienia, które musieli przez kilka lat znosić. Właśnie dlatego ludzki system prawny działa jak słaba lokomotywa. Sprawiedliwość jest jak para, która w dużej części zamiast iść w napęd – idzie w gwizdek. Pamiętam głośną przed laty w mediach sprawę człowieka, nałogowego alkoholika, który w końcu dostał pomieszania zmysłów i w ataku maligny zabił przypadkiem swoją własną córkę. Oczywiście sąd uznał, że w momencie czynu był niepoczytalny (bo istotnie był) i ostatecznie wylądował w zakładzie zamkniętym. Prawo nie mogło postanowić inaczej, więc rodzi się pytanie o to, gdzie jest sprawiedliwa kara za całe lata lania w siebie alkoholu i doprowadzenia się do takiego stanu? A gdzie wyrównanie strat dla córki która przez całe lata z tym problemem się zmagała? Co zrobić w sytuacji, w której prawidłowo idący po chodniku człowiek zostanie potrącony przez młodocianego kierowcę pod wpływem narkotyków i skończy na wózku inwalidzkim? Czy wsadzenie sprawcy za kraty cokolwiek pomoże? Obecnie wynaleziono już różnego typu ubezpieczenia, ale czy ten system jest w stu procentach sprawny i sprawiedliwy? A ile się za niego płaci?

Prawo Boże jest doskonalsze i wyższe niż prawo ludzkie. Pan Jezus występuje dzisiaj z „prawem” ośmiu Błogosławieństw. Czy Boże Królestwo potrzebuje nowego prawa, skoro ma już Przykazania Boże? Otóż Błogosławieństwa Ewangeliczne są sprawiedliwym dopełnieniem Bożych Przykazań. Dla przykładu V Przykazania zakazuje zabijania człowieka i niszczenia jego zdrowia, ogólnie czyjejkolwiek krzywdy. Ktoś, kto łamie to przykazania naraża się na sprawiedliwy sąd Boży z prawa Dekalogu. A Ewangeliczne Błogosławieństwo bierze w opiekę osobę skrzywdzoną (płaczącą, zasmuconą przez bliźniego) i nazywa taką osobę „błogosławioną” to znaczy „szczęśliwą”. Pan Jezus bierze na siebie wyrównanie sprawiedliwości skrzywdzonym, prześladowanym, głodnym, bo przecież sama sprawiedliwość dla krzywdzicieli, prześladowców czy grabieżców nie wystarcza. Pan Jezus nadając „prawa ośmiu Błogosławieństw” okazuje się być bliższy człowiekowi niż nawet najdoskonalszy współczesny system prawny. Bóg zna człowieka.

Strona 6 z 89

logo

caritas

Liturgia na dziś

Copyright © 2026 Parafia Św. Józefa w Sandomierzu. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Joomla! jest wolnym oprogramowaniem wydanym na warunkach GNU Powszechnej Licencji Publicznej.
DMC Firewall is a Joomla Security extension!