Kilka myśli na niedzielę
Kochani
Przyzwyczailiśmy się mówić, że w święto Chrztu Pańskiego Pan Jezus dał się ochrzcić – przyjął chrzest od Jana. Tymczasem Pan Jezus, przez zanurzenie w wodach Jordanu stworzył chrzest z wody i Ducha Świętego dla nas, na przyszłość. Ze stworzeniem chrztu jest podobnie jak ze stworzeniem człowieka. Pierwszego człowieka Bóg nie stworzył zupełnie z niczego, lecz przez pewien czas formował ciało ludzkie z prochu ziemi – z materii nieożywionej – a w końcu tchnął w nie tchnienie życia czyli duszę nieśmiertelną. Analogicznie chrzest, który przyjmujemy został stworzony nie zupełnie z niczego, ale z pokutnego gestu obmycia wodą Jordanu, który to gest wykonywał św. Jan Chrzciciel.
Miejsce i znak obmycia wodą nie były przypadkowe. Tradycja podaje, że po wyjściu z Raju Adam podjął dobrowolną pokutę za swój grzech: wszedł do zimnych wód Jordanu i stał w nich długo pokutując. Poza tym Jordan płynie na dnie najgłębszej na ziemi depresji, jest – można powiedzieć – najniższym z miejsc na świecie. Zstąpienie w wody Jordanu wyraża właśnie gest pokory i pokuty. Pan Jezus zanurzając się w wodzie uświęcił ją i przeznaczył do duchowego obmycia. W czasie wigilii paschalnej świecę paschalną, która symbolizuje żywego Chrystusa, zanurza się w wodzie i w ten sposób zwykła woda staje się poświęcona i można używać jej do chrztu świętego. Tak jak przed wiekami Bóg tchnął w człekokształtne ciało ożywiającego ducha, tak teraz Pan Jezus wchodząc do wody tchnął w materialne znaki ożywcze tchnienie Ducha Świętego. Wchodząc do wody przemienił symboliczny gest pokutny w sakrament, który naprawdę gładzi pierworodną winę.
Przez wydarzenie Chrztu Zbawiciel pokazał, że każde dobre dzieło w życiu człowieka zaczyna się od poświęcenia. Chrzest nie jest przymusowym zapisaniem do Kościoła dziecka, które nie może samo podjąć decyzji. Jest to Sakrament, który umożliwia Bożej Łasce działanie w życiu człowieka. Nie jest prawdą, że człowiek od małego jest z natury niewinny. Wręcz przeciwnie, wszyscy jako dzieci byliśmy egoistami wyglądającymi jak aniołki. To dopiero wychowanie uczyniło z nas osoby zdolne do myślenia o bliźnich, dzielenia się i rozumienia potrzeb innych. Dlatego należy udzielać Chrztu jak najwcześniej, żeby pozwolić Panu Bogu działać i wraz z wysiłkami rodziców i wychowawców czynić człowieka ludzkim. Chrzest włącza człowieka w proces przygotowania do przyjęcia chrześcijaństwa, a proces ten obejmuje religijne wychowanie w domu, katechezę, pierwszą spowiedź i komunię, a wieńczy go Bierzmowanie, które powinno się przyjmować już w wieku nastoletnim, żeby świadomie wejść do wspólnoty wierzących. Brońmy chrztu dzieci.
Kochani
Pan Jezus rozpoczyna swoją publiczną działalność i dokonuje pierwszego znaku – cudu w Kanie Galilejskiej. Jak wiemy przemienia wodę w wino na prośbę swojej ukochanej Matki. Na początku tej sceny wydaje się, że Pan Jezus nie za bardzo chce angażować swojej Boskiej mocy do sprawy pozornie mało ważnej: chodziło przecież tylko o udane wesele. Jeszcze niedawno Pan Jezus na pustyni miał okazję zamienić kamień w chleb i oparł się pokusie angażowania mocy Boga do spraw czysto ludzkich. Zadajemy sobie więc pytanie o sprawy ważne i nieważne oraz o to, jak odróżnić jedne od drugich?
Jest taka mini-przypowieść mówiąca o ważnych i błahych sprawach w naszym życiu. Otóż kiedy wkładamy do wiaderka większe kamienie, to między nimi zmieszczą się także mniejsze kamyczki, a potem można jeszcze dosypać tam piasku a w końcu dolać wody. Gdybyśmy jednak postępowali w odwrotnym kierunku i najpierw do wiadra wlali wodę, to wówczas, do pełnego wody naczynia nie da się już dołożyć ani dużych, ani mniejszych kamieni, ani nawet piasku. Nauka, jaka płynie z tego przykładu jest jasna: kiedy zaczynamy planowanie naszego czasu od spraw najważniejszych, to wówczas znajdziemy czas na te mniej ważne i całkiem błahe. Kiedy jednak zapełniamy nasz czas błahostkami – które tutaj symbolizowane są przez wodę – to wtedy nie ma już czasu na żadne inne sprawy. Człowiek XXI wieku doskonale to rozumie, bo przecież wielu ludzi skarży się, że marnuje czas przy internetowych błahostkach, a potem nie ma siły i chęci na poważne rzeczy. Tak oto woda oznacza sprawy mało ważne, a jednak wypełniające niekiedy nasz czas i chęci tak jak woda wypełniła po brzegi stągwie w Kanie. Pan Jezus przemienił tę wodę w wino, a więc z pozornie błahej sprawy udanego wesela zrobił rzecz bardzo ważną: pierwszy znak, który był objawieniem Jego Boskiej chwały i sprawił, że uwierzyli w Niego jego uczniowie. Potem Pan Jezus wzbudzał wiarę u wielu ludzi, ale Jego uczniowie od tego pierwszego znaku poważniejszych problemów z wiarą już nie mieli. Uczony Jerzy Kalinowski pisał, że rzeczy błahe i mało ważne występują w naszym życiu tylko w teorii. W praktyce wszystko okazuje się ważne: czy to pozytywnym, czy w negatywnym sensie. Drobny dobry uczynek, drobny gest, pomoc w prostej sprawie, może nabrać waloru objawienia Chwały Bożej, a marnowanie czasu na błahostki może bardzo negatywnie wpłynąć na stan duszy człowieka.
Maryja miała taką umiejętność zamiany prostych spraw na zasługi dla świętości. Jej życie ziemskie było proste i skromne, a okazuje się, że te proste sprawy właściwie przeżywane w duchu ofiarowania stały się cegiełkami Jej świętości.
Poniedziałek 6 stycznia – Objawienie Pańskie
Nieżyjący już uczony Stephen Hawking [czyt. stiwen houking] napisał kiedyś, że my ludzie, chociaż badamy kosmos, powinniśmy przysłowiowo patrzeć pod nogi, czyli dosłownie obserwować świat, skupiać się na tym świecie, na którym żyjemy, bo jako niewierzący uczony innego nie uznawał. Tymczasem Papież Franciszek mówi, żeby brać przykład z Mędrców, którzy wpatrywali się w niebo. Nie chodzi tu jednak o badanie gwiazd i planet, bo ludzie badali je od najdawniejszych czasów i gwiazdy Chrystusa nie zauważyli. Chodzi o wpatrywanie się w prawdziwe niebo, czyli świat duchowy, w którym mieszka Bóg. Wpatrywanie się w niebo oznacza badanie rzeczywistości Bożej, kontemplację, wznoszenie ducha. Oni nawet nie znając Chrystusa już go szukali, bo każdy człowiek podświadomie szuka pomocy z góry. Odpowiedzi na najważniejsze pytania i lekarstwa na największe bolączki zazwyczaj leżą gdzieś poza granicami świata i kosmosu. Gdyby były w zasięgu ręki na świecie, to przecież świat by je zażywał. W poszukujących czegoś większego niż kosmos i głębszego, niż rozgwieżdżona noc, spełniają się słowa Psalmu: „Wznoszę swe oczy ku górze, skąd nadejść ma dla mnie pomoc?” Psalmista dodaje spontanicznie, że pomoc, której szukam zawsze jest „W imieniu Pana, który stworzył niebo i ziemię”. Tych, którzy rozglądają się w poszukiwaniu pomocy tylko po tym świecie papież nazywa „zakładnikami”, bo złapią oni cokolwiek świat im poda, choć prawdziwej pomocy nie doświadczą i najgłębszych pragnień rzeczami światowymi nie nasycą. Tymczasem spoglądanie w Niebo – Dom Boga, daje człowiekowi siłę do podjęcia poszukiwania i wyruszenia w drogę. Uczy widzieć Chrystusa, tam gdzie inni widzą tylko uroki tego świata. Co więcej, jednoczy ludzi, bo trzech Mędrców przybyło z różnych stron, niezależnie od siebie szukać jedynego Króla i Boga i spotkali się w tym poszukiwaniu. Nawiązała się też między nimi szczególna przyjacielska więź, bo jak mówi Tradycja, odtąd pozostali już razem i głosili wielkie dzieła Boże. Najpiękniejsze przyjaźnie i relacje międzyludzkie powstają, kiedy szuka się wspólnie prawdziwego Zbawienia.
Kiedy w końcu odnaleźli Zbawiciela i swojego Wspomożyciela w osobie małego Dzieciątka, upadli na twarze i oddali Mu pokłon. Człowiek zawsze czuje potrzebę adoracji, ustawienia sobie kogoś lub czegoś na piedestale. Mądry człowiek wybierze właściwie i odda pokłon Bogu, choć w takiej nikłej i małej postaci. Głupi człowiek odrzuci Boga, ale w tym samym czasie będzie się kłaniać byle czemu. Otwarte szkatuły Mędrców symbolizują tutaj ich otwarte serca. Ofiarujmy wraz z nimi Bogu całe bogactwo naszego wnętrza.


