Kochani
Przykłady z dzisiejszej Ewangelii są pełne życiowych mądrości, które nadają się nie tylko do Kościoła, ale powinni brać je pod uwagę wszyscy. Są jak przysłowia, które są mądrością ludu: ślepy ślepego daleko nie zaprowadzi, nie zrywa się winogron z ciernia, nie szukaj drzazgi w oku bliźniego, kiedy belka tkwi w twoim oku, itp. Przeciwko takiej prawdzie i mądrości nie sposób wysuwać argumentów, nie sposób się jej sprzeciwić. 
Wielu ludzi sprzeciwia się dzisiaj Chrystusowi. Chrystus naucza o sprawach wiary i zbawienia, ogólnie o rzeczach religijnych. Zły duch odpycha więc ludzi od religii, bo za nich w świecie nie chce, żeby usłyszeli uzdrawiające Słowo Boże. Wtedy ludzie mówią: nie będę słuchać Bożego Słowa, nie będę słuchać kazań, bo one dotyczą religii, a ja nie jestem religijny i to się do mnie nie odnosi – dajcie mi spokój. Wtedy Chrystus Pan idzie o krok dalej: naucza o sprawach moralności, to znaczy co jest dobre, a co złe. Przecież nawet niewierzący, czy niereligijni ludzie w jakiś sposób zabiegają o dobro, przynajmniej twierdzą tak, że starają się dobrze żyć. Wtedy zły duch kusi ich, że przecież są inne systemy moralne i etyczne. Jest kodeks dziesięciu przykazań, ale są konstytucje, kodeksy prawne i inne zapatrywania na dobro i zło niż głosi się w Kościele. Wówczas tacy ludzie mówią: Nie będę słuchać nauczania o dobru i złu, bo mam kodeksy ONZ, albo inne przepisy i prawa ustanowione przez ludzi, które mówią co ma być dobre, a co złe, więc mnie prawa i przykazania Boże nie dotyczą. Wtedy Pan Jezus idzie jeszcze o krok dalej. Naucza czystej, życiowej mądrości, gdzie nie ma mowy o wierze, zbawieniu i przykazaniach. Wówczas zły duch nie może już nic wmówić człowiekowi, tak jak wmawiał dotąd, że sprawy religijne są tylko dla wierzących, a do dobrego życia nie potrzeba Ewangelii, bo istnieją ludzkie kodeksy. Mądrości życiowej nikt się nie sprzeciwi, chyba że lubi być głupcem. I dopiero taka Ewangelia pełna mądrości dobrej dla każdego pokazuje o co naprawdę chodzi tym, którzy jej nie słuchają. Tu nie chodzi o religijność, której nie chcą, tu nie chodzi o moralność, którą mają z innego źródła. Tu chodzi i zawsze chodziło o ich własną gnuśność, opór i złą postawę, którą tylko przykrywali innymi argumentami. W obliczu Ewangelii takiej jak dzisiejsza obnaża się wolna i zła wola człowieka, który po prostu nie chce Boga i Jego nauki z czystego lenistwa lub złości, a tłumaczy sobie różnymi argumentami. Pełna mądrości Ewangelia, taka jak brzmi nam dzisiaj, symbolizuje już nie czas podlewania czy uprawiania ale czas zbiorów; czas, w którym okazuje się jakimi drzewami jesteśmy i z jakimi drzewami mamy do czynienia wokół nas.
 

Kochani
Można śmiało powiedzieć, że przykazanie miłości jest największym z przykazań, ale przykazanie miłości nieprzyjaciół, które wybrzmiewa w dzisiejszej Ewangelii, jest najtrudniejszym z przykazań.
Pamiętamy popularny u nas dawniej serial Szogun. Tam franciszkanin tłumaczył głównemu bohaterowi, jak zacofana jest moralność pogańskiej Japonii. Mówił, że w tym kraju jest tylko jedna kara: śmierć. Za małe wykroczenia ginie się od jednego ciosu miecza. A za większe śmierć zadawana jest w coraz to straszniejszy sposób. Czy my, chrześcijanie, jesteśmy moralnymi poganami? W moralności człowieka można dostrzec swoisty rozwój przez kolejne odsłony Historii Zbawienia. W pradawnych czasach mówi się o siedmiokrotnej zemście. Lamek – potomek Kaina – ogłosił, że zabije każdego, kto uderzy go pięścią. Potem, w Prawie Mojżeszowym – była zasada „oko za oko, ząb za ząb”, domagająca się bezwzględnej odpłaty złem za zło. Następnie były tzw. Psalmy złorzeczące, to znaczy człowiek sam nie chciał podnosić ręki na bliźniego, ale prosił Boga o wyrównanie rachunków i ukaranie winnych. Ewangelia tymczasem wzywa do miłości nieprzyjaciół i zwyciężania zła dobrem. Ks. Węgrzyniak podał przykład, który może nam pokazać, na jakim etapie moralności jesteśmy. Gdyby w pracy pracownik powiedział do szefa: „jesteś świnia!”, bo jaka byłaby odpowiedź lub reakcja? Zresztą dotyczy to nie tylko relacji między podwładnymi i przełożonymi, mówimy także o zwykłej relacji między bliźnimi. I otóż, jeśli na zniewagę odpowiedzią byłyby słowa: „a ja i tak cię kocham” i pytanie, jakie jest twoje cierpienie, co ci dolega w duszy, że używasz takich słów i masz tyle agresji? Wówczas moglibyśmy powiedzieć, że jesteśmy na poziomie ewangelicznym. A jeśli bym zamilczał, ale w duchu pomyślał: a niech Bóg się upomni o moja krzywdę, niech Cię jakieś nieszczęście nauczy, to znaczy, że jestem jeszcze na poziomie Starego Testamentu i złorzeczących Psalmów. A jeśliby odpowiedzią były słowa: „ty też jesteś świnia!”, to znaczy, że jesteśmy na poziomie ludzi z XV wieku przed Chrystusem, w głębokim Starym Testamencie: oko za oko ząb za ząb. A jeśliby odpowiedzią był stek obelg, wyzwisk, albo cios, albo takie działanie, żeby obrażający długi i boleśnie mnie zapamiętał, to znaczy że nie wyrośliśmy ponad potomstwo Kaina.
Oczywiście miłość nieprzyjaciół jest trudna. Traktujmy jednak to przykazanie jako cel, może i odległy, ale mimo wszystko w jego kierunku codziennie, przez małe decyzje i uczynki mamy zmierzać.

Kochani
Widzimy dzisiaj oczyma naszej duszy scenę powołania Apostołów. Przypomina ona słowa, jakie wypowiedział kiedyś do kapłanów słynny kierownik duchowy: praca apostoła przypomina pracę rybaka. Istotnie, można wszystko robić jak należy, a połów będzie nieudany. Można też posłuchać rad Chrystusa, choć nie jest to dobry czas ani miejsce na połów – a efekty będą zaskakujące. Można chyba tę prawdę rozciągnąć na każdą współpracę z ludźmi: w pracy zawodowej, w wychowaniu, w rodzinie, w relacjach międzyludzkich, itp. Praca z ludźmi to nie praca na budowie: tutaj do końca nie da się przewidzieć i nie do końca da się cokolwiek zaplanować. Dzisiejsza Ewangelia nie jest więc tylko opisem wydarzenia, ale lekcją dla wszystkich, którym przyszło zadawać się z ludźmi. Ludzie potrafią zaskoczyć najbardziej, i pozytywnie i negatywnie. Do ludzi nie da się zastosować metod planowania, ekonomii, rzemiosła czy techniki. Dlaczego, mimo tego, że Ewangelia wybrzmiewa już tyle wieków, wciąż do nas nie dociera? Przecież Ewangelia dotyczy całego życia wszystkich, a nie tylko powołanych w sensie religijnym.
Ludzka nieprzewidywalność, spontaniczność, zaskoczenie, itp. sprawiają, że kontakt z ludźmi staje się pasjonujący i zawsze piękny. O ileż bardziej zaskoczyć potrafi Bóg – osoba doskonalsza od wszystkich ludzi? Pan Jezus tak dzisiaj zaskoczył Piotra, że ten twardy człowiek upadł na kolana i płakał jak dziecko. Ile razy widzieliśmy takie sytuacje w naszym życiu, lub w życiu bliźnich, a kapłani widzieli ich jeszcze więcej.
Kiedy ktoś próbuje stosować plany, obliczenia bilansy zysków i strat i strategie w relacjach międzyludzkich, staje się ideologiem, który wciska innym to, co sam myśli, a kiedy coś nie wychodzi, albo się poddaje, albo wycofuje, albo ogranicza do środowiska, gdzie jego techniki wciąż działają. Tak nie wolno postępować z Ewangelią. Praca apostoła nie jest aktywnością ideologa. Ona polega raczej na tym, żeby przebywać blisko Pana Jezusa; poznawać Go samemu jak najlepiej się uda i doprowadzać bliźnich do spotkania z żywym Bogiem. Zmarły dominikanin O. Tytus mówił, że Bóg jest tam, gdzie człowiek jest przy potrzebującym człowieku.
 
Kochani
Kiedy Pan Jezus przyjął chrzest, objawił swoje Bóstwo i moc w Kanie Galilejskiej, wystąpił jako ten, w którym wypełniają się proroctwa i powołał Apostołów, przyszedł czas na ogłoszenie Ewangelii. Dzisiejsza Ewangelia to Łukaszowa wersja błogosławieństw, a więc Konstytucja Królestwa Bożego. Mamy tu wyraźny obraz: Pan Jezus wychodzi na górę, modli się tam, ustanawia dwunastu apostołów i w ich towarzystwie zstępuje z góry i ogłasza kto jest błogosławiony a komu biada. Błogosławieni na jedną stronę, a ci, którym biada na drugą stronę. U Pana Boga nic się nie zmienia. Mamy więc kila takich momentów, że Bóg zstępuje na dół i objawia ludziom o co Mu chodzi. Najpierw zstąpił w raju i pokazał dwa drzewa: drzewo błogosławieństwa i drzewo nieszczęścia i jasno powiedział które jest lepsze i dla nas pożyteczne, a które szkodliwe. Niestety Adam i Ewa chwycili tego szkodliwego, ale my wcale nie jesteśmy lepsi bo i dzisiaj żyjąc na świecie nie zawsze wybieramy dobro, czasem zwycięża chwila przyjemności, złości, odreagowania, osądu, postawienia na swoim, a nawet głupiej ciekawości. Potem Pan Bóg zstąpił na Górę Synaj i objawił Mojżeszowi jak tam jest w niebie, i na tej podstawie wypisane zostały na tablicach przykazania: co warto, a czego nie warto. Potem, jak Izraelici weszli do Ziemi Obiecanej Pan Bóg na samym początku kazał postawić dwa kamienie i mówił: kładę przed tobą błogosławieństwo i przekleństwo. Wybieraj moje drogi a będę ci błogosławił, odejdziesz ode Mnie – narobisz sobie biedy. Jak ludzie postąpili to wiemy: najpierw był Bóg a potem chcieli być jak inne narody i w końcu poszli na wygnanie do tych innych narodów, które tak podziwiali, i z którymi zawierali przymierze. Potem Pan Bóg przychodził do proroków i objawiał im wciąż te same prawdy: słyszymy takie objawienie w dzisiejszym I czytaniu. Kto ufa Bogu jest jak zielone drzewo zasadzone nad płynącą wodą. Liście jego nie więdną, a wszystko co czyni jest udane. Kto nie ufa ten nie ma dostępu do życiodajnej wody i szybko uschnie. Drzewo, które samo chce sobie radzić bez wody marnie kończy jako suchy badyl, który łatwo się potem pali. 
W końcu Pan Bóg zstąpił z nieba w osobie Jezusa Chrystusa. Zstępuje do nas z nieba, tam w niebie widzi co jest zasługą, a co nieszczęściem. Tam w niebie wszystko wygląda inaczej niż tu na ziemi: ci, którzy na ziemi uchodzili za ostach w niebie są pierwszymi. Pan Jezus zna niebieską logikę, wie, co jest przed Bogiem cenne a co jest warte tyle co proch. Wie to wszystko i schodzi z góry na ziemię i nam to objawia przez kolejne przypowieści, cuda i przemowy. Na końcu czasów Pan Jezus z aniołami i apostołami zstąpi z nieba i oddzieli jednych od drugich jak owce od kozłów. I Błogosławieni będą szczęśliwi a ci pozostali stracą to wszystko, w czym pokładali nadzieję, zostaną sami i nieszczęśliwi. Właśnie scena z dzisiejszej Ewangelii jest takim samym zejściem z góry i ogłoszeniem kto może się cieszyć i nie ma się czego obawiać, a kto powinien uważać. 
Ks. Węgrzyniak mówi o dzisiejszej Ewangelii, która obiera się na dwóch zwrotach: „błogosławieni jesteście” i „biada wam”, że ona jest jak nasze życie. Wszystko, czego się człowiek podejmuje ma swoje plusy i minusy. Słowo „błogosławieni” znaczy tyle, co „szczęśliwi”, to znaczy „ci na dobrej drodze”. Słowo „biada” nie jest żadnym przekleństwem – Bóg nikogo nie przeklina. „Biada” kojarzy się nam z biadoleniem albo byciem „biednym”. Takie też ma znaczenie: jest ostrzeżeniem, znaczy mniej więcej tyle, co: „uwaga!” Właśnie tak Bóg zawsze zwraca się do wolnego człowieka: wybierasz sobie taką drogę a nie inną, układasz życie tak, a nie inaczej, podejmujesz się takiego zadania, to dobrze, bo odniesiesz takie i takie korzyści, tu ci będzie dobrze, to zyskasz. Ale na to i tamto musisz uważać. Nie ma takiej drogi życia, która nie miałaby zakrętów i niebezpieczeństw. Droga do Zbawienia też je ma i dzisiaj Pan Jezus stawia na niej takie znaki ostrzegawcze. Uważaj ty, który jesteś dobrze wyposażony, bo możesz dojść do wniosku, że Ci Pan Bóg niepotrzebny. Weźmy sobie do serca biblijne słowa modlitwy: Nie dawaj mi bogactwa ni nędzy, karm mnie chlebem niezbędnym, bym syty nie stał się niewdzięczny i nie rzekł: „a któż to jest Pan?” Uważaj na siebie ty, który się cieszysz i śmiejesz, i chciałbyś się tak cieszyć cały czas. Przyjdzie trudniejszy moment w życiu a wpadniesz w panikę a może i w rozpacz. Nie umiesz wytrzymać trochę dyskomfortu, to prosta rzecz wyprowadzi cię z równowagi, a przecież życie nie jest usłane różami. Uważaj na siebie, jeśli wszyscy cię chwalą, bo pochwały ludzkie mogą nie być szczere. Ludzie chwalą tych, którzy robią i mówią pod publikę, tych, którzy tańczą jak im chwalący zagrają. To są fałszywi prorocy, którzy mówią wszystko, żeby się ludziom przypodobać. Nie bądź fałszywym prorokiem dla swoich dzieci, wnuków, współpracowników, ludzi na swojej drodze, to znaczy nie pozwalaj im na zło, żeby cię tylko lubili i chwalili, bo możesz się bardzo potknąć i boleśnie upaść. 
Błogosławieństwa nie oznaczają cierpiętnictwa: teraz jest czas smutku i cierpienia a nagroda będzie kiedyś tam w niebie. Nie o to chodzi. Chodzi o to, że w razie gdyby dopadło cię cierpienie, głód, prześladowanie i pogarda od ludzi, nie zabiegaj o ich względy. Szukaj szczęścia i pokoju w myśli, że jesteś podobny do Chrystusa i już tu na ziemi stajesz się mieszkańcem Bożego Królestwa. Kto tej radości spróbował – innej nie zechce.
 
Kochani
Obchodzimy święto Ofiarowania Pańskiego. Kiedy myślimy o przyjściu Syna Bożego na świat, przypominają się nam słowa Prefacji mówiące, że Pan Jezus przez swoje poczęcie i narodzenie nie naruszył panieństwa Matki, lecz je uświęcił. Pan Jezus uświęca w ten sposób życie od poczęcia, uświęca dar macierzyństwa i dziewiczej czystości, uświęca osobę Matki Bożej czyniąc z Niej swoją Świątynię. A dzisiaj przemierza kolejne drogi. Najpierw poddaje się Prawu Mojżesza, które kazało ofiarować pierworodnego syna Bogu. Sam Pan Jezus mówił, że nie przyszedł znieść Starego Prawa lecz je wypełnić i uświęcić. Uświęconego prawa nie przestrzega się już z lęku przed konsekwencjami jego złamania czyli przed karą od Boga. Uświęcone prawo przestrzega się z miłości. Kiedy ktoś kocha, nie trzeba mu przypominać o rozmowie z ukochaną osobą, o zainteresowaniu nią i o gestach względem niej. Pan Jezus uświęcając Prawo podniósł je do rangi uczynków z miłości, a nie ze strachu. 
Przybywając do Jerozolimskiej Świątyni Pan Jezus uświęcił także ją samą i sprawił, że stała się świątynią żywą. Izraelici wierzyli, że w dzień ostateczny Mesjasz uroczyście wejdzie do Świątyni żeby w niej na wieki oddawać chwałę Bogu. Mesjasz rzeczywiście przyszedł, ale w osobie małego dzieciątka. Uświęcił zaś nie budynek świątynny, bo przecież za siedemdziesiąt lat nie został z niego kamień na kamieniu, ale zaczął budować mistyczną Świątynię z ludzi, jako żywych kamieni. Na razie był to tylko jej mały zaczątek: Maryja, Józef, Symeon i Anna, ale Bóg błogosławi temu, co małe i pokorne, aby rozrosło się jak drzewo z ziarenka gorczycy. 
Oddając się w ramiona dwojga staruszków Pan Jezus uświęcił starość, czas choroby i słabości. W tamtej kulturze tylko silny mógł zadbać o siebie. Starsi byli zdani na łaskę młodszych i od nich oczekiwali szacunku. Dzisiaj żyjemy w kulturze produktywności i pragmatyzmu. Liczy się tylko takie życie, z którego jeszcze coś można mieć i korzystać. Noworodki i starcy zdają się być na marginesie tej kultury. A tu w spotkaniu noworodka ze staruszkami Bóg spotkał się z człowiekiem. 
Pan Jezus uświęcił jeszcze jedno: życie poświęcone Bogu, modlitwie, rozważaniu, czuwaniu i posłudze przy Świątyni. Jest to życie rzeczy osób zakonnych i konsekrowanych, których dzisiejszy świat nie rozumie, a być może ich modlitwom zawdzięcza to, że jeszcze się nie zawalił pod ciężarem własnych grzechów. Aktywność nie mirzy się ilością czynów, ale sposobem ich wykonania – pisał Kraszewski. Omodlone prace domowe mają większą moc niż bezbożne medialne sukcesy.
 

Strona 16 z 89

logo

caritas

Liturgia na dziś

Copyright © 2026 Parafia Św. Józefa w Sandomierzu. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Joomla! jest wolnym oprogramowaniem wydanym na warunkach GNU Powszechnej Licencji Publicznej.
DMC Firewall is a Joomla Security extension!