Dzisiejsza Ewangelia na pierwszy rzut oka kończy się źle. Ale tak naprawdę jest Dobrą Nowiną o Bożym Miłosierdziu. Na świecie spotykamy się z wieloma bardzo negatywnymi zjawiskami. Są to: wojna, zemsta, zdrada, tortura, krzywda, prześladowania, znęcanie się nad słabszymi i wiele innych. Przyzwyczailiśmy się, żeby oskarżać się nawzajem o to, kto to wszystko wynalazł, albo przynajmniej poszukać pierwszych winnych. Śpiewał o tym Marek Grechuta w poetyckiej piosence Korowód: „Kto pierwszy w nas rozpoznał kto wrogów? kto przyjaciół? Kto pierwszy sławę wszelką i włości swe miał za nic? A kto nie umiał zasnąć nim nie wymyślił granic? Kto pierwszy w noc bezsenną wymyślił wielką armię? Kto został bohaterem? Kto żył i umarł marnie? Kto pierwszy został panem? Kto pierwszy został sługą? Kto musiał wstawać wcześnie, a kto mógł spać za długo?” Okazuje się jednak że wszystkie formy nienawiści w swoich początkach znikają gdzieś w mroku dziejów – są tak stare jak sama nasza cywilizacja. Biblia opisuje, że to co złe powstało w potomstwie Kaina – pierwszego zabójcy. Jego potomek Lamek wymyślił, że pomści się nie 7, ale 77 razy na każdym (nawet na dziecku), kto będzie mu coś winien. Widzimy dwie prawdy o nienawiści. Pierwsza jest taka, że ona leży w naturze człowieka zepsutej przez grzech pierworodny. Druga jest taka, że nienawiść jest zawsze domeną ludzi słabych: objawia się agresją i krzywdą względem jeszcze słabszych (jak Lamek względem dziecka), a milczącą ukrytą złością wobec silniejszych. Nienawistnik nie zaatakuje silniejszego, bo się sam boi o siebie, jak każdy egoista. Pan Jezus zachęca Piotra i każdego i każdą z nas żeby przebaczać „nie 7 ale 77 razy”, to znaczy żeby odmienić tę zepsutą przez nienawiść naturę dzieci kainowych na miłosierną naturę dzieci Bożych.

         Nienawiść jest brzemieniem ludzkiej natury. Skoro tak, to jak na ten ciężar i tragedię człowieka reaguje Bóg? Dokładnie tak jak pan w dzisiejszej przypowieści. Przyprowadzają mu dłużnika, który jest mu winien cały ogromny, wręcz niewyobrażalny majątek. Przetłumaczono go na 10000 talentów, ale tam w oryginale jest słowo „miriad” co oznacza ogromną, niepoliczoną ilość. Dłużnika przyprowadzono, bo tylko ten unika wzroku i towarzystwa Pana, kto jest Mu coś naprawdę winien. Czynie taka jest właśnie przyczyna pustych ławek w kościele i w szkole na katechezie? Przyparty do muru dłużnik prosi o cierpliwość i obiecuje oddanie. Ta obietnica to gruszki na wierzbie. Nie jest w stanie oddać i jeszcze kłamie, bo się nie przyzna, że w całości zależny jest od Pana. Nie pozwala mu pycha i egoizm – niejako rodzice nienawiści. Obaj wiedzą, że dług jest nie do spłacenia i że sługa nie wyleczył się z pychy i kłamstwa. Pan początkowo chciał się pozbyć złego sługi i jego skażonej złem rodziny, ale jednak się zlitował – dosłownie: okazał miłosierdzie, tak za nic, i darował mu cały dług. Pan się zmiłował, bo zna naturę swojego sługi i wie, że miłosierdzie jest tu jedyną nadzieją. Przebaczenie tłumaczy się tu dosłownie jako: odrzucenie za siebie, odrzucenie daleko, poza zasięg wzroku czyjegoś długu, czyjejś winy. Pismo Święte mówi: „jak odległy jest wschód od zachodu, tak daleko odsunął od nas nasze winy. […] Wie On z czegośmy powstali, pamięta, że jesteśmy prochem”. Ta cała scena miała być lekcją, może gorzką, ale prawdziwą dla sługi zaślepionego pychą. Miała być gorzkim lekarstwem na chorobę nienawiści. Okazało się, że sługa spotkał niedługo po tym innego sługę. 100 denarów to było 100 dni pracy, realne do oddania lub odrobku. Ale nienawistny wierzyciel nie chciał. Choć za jego dług Pan chciał go sprzedać, on wymierzył znacznie gorszą karę: wtrącił współsługę do więzienia dla dłużników. W tamtych czasach było to straszne miejsce. Dozorcy w takim więzieniu nie tylko pilnowali, żeby ktoś nie uciekł, ale po jakimś czasie ograniczali jedzenie i zaczynali męczyć, wręcz katować więźnia, żeby rodzina robiła co mogła i oddała dług. Kiedy Pan się o tym dowiedział, zgotował mu los dokładnie taki, jaki nienawistnik zgotował swojej ofierze. Wydał go dozorcom więzienia dla dłużników, gdzie miał być męczony dopóki nie odda długu. Pamiętamy jednak, że dług był nieskończony, więc więzienie i męka stała się wieczna i to jest piekło. Nie wymyślił go Pan, ale człowiek człowiekowi zgotował ten los, ale potem sam musiał go doświadczyć. Męki piekielnej nie musi wymyślać nawet sam diabeł. Wystarczy, że posłucha czego człowiek w nienawiści życzy bliźniemu i po prostu wcieli te pomysły w życie. Wielu świętych, którym dane było zobaczyć piekło jako największy upadek człowieka pisało retorycznie, że ci na drodze do potępienia nawet nie zdają sobie sprawy jaki los sobie gotują.

Ignacy Krasicki pisze: „Dewotce służebnica w czymsi przewiniła, właśnie wtenczas gdy ona pacierze kończyła. Obróciwszy się przeto z gniewem do dziewczyny, mówiąc właśnie te słowa: i odpuść nam winy jak i my odpuszczamy – biła bez litości. Uchowaj Panie Boże takiej pobożności”. Miłosierdzie odniesie tryumf nad sądem i piekłem. Miłosierny człowiek nie pójdzie do piekła. Miłosierdzia jednak nie da się wyświadczyć tylko raz. Raz po raz będą przychodziły pokusy rozpamiętywania cudzych długów i własnych krzywd. Codzienna modlitwa Ojcze nasz, a szczególnie słowa: „Odpuść nam nasze winy jako i my odpuszczamy” są wezwaniem do tego, żeby ciągle odrzucać za siebie grzechy bliźnich.

logo

caritas

Liturgia na dziś

Copyright © 2026 Parafia Św. Józefa w Sandomierzu. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Joomla! jest wolnym oprogramowaniem wydanym na warunkach GNU Powszechnej Licencji Publicznej.
DMC Firewall is a Joomla Security extension!