Kochani

            Dzisiejsza Uroczystość Wniebowzięcia mogłaby też nazywać się uroczystością Przejścia. Obrazy i figury są dziełem ludzkiej wyobraźni i przedstawiają Maryję niesioną przez Aniołów lub wznoszącą się w promieniach. A Maryja przechodzi po prostu z doczesności w wieczność; ze świata pogrążonego w ciemności i śmierci, do pełni światła i życia. Przejście w języku biblijnym nazywa się Paschą. Pascha to jest nasza Wielkanoc, w której Chrystus przeszedł z tego świata do chwały zmartwychwstania; przeszedł ze śmierci do życia. Pascha była zapowiedziana już dawno, kiedy Lud Wybrany przez ciemne zimne wody Morza Czerwonego przeszedł z niewoli egipskiej do wolności. Chrystus jako pierwszy miał swoją prawdziwą Paschę – przejście. Dzisiaj Świętujemy Paschę Maryi: Jej przejście ze śmierci do życia.

            Słowo Boże mówi, że śmierci Bóg nie uczynił i nie cieszy się ze zguby żyjących. Owszem Bóg nie uczynił śmierci takiej jak wygląda ona dzisiaj: traumatycznej, groźnej, strasznej, a czasem nagłej czy tragicznej. To nie są dzieła Boga, to pochodzi z grzechu pierworodnego. Ale człowiek od początku, w zamyśle Bożym nie miał trwać bez końca na tej ziemi, tylko po życiu w Raju miał właśnie doświadczać szczęśliwego przejścia na drugi brzeg życia – do Nieba, tam gdzie czeka Bóg. Każdy człowiek miał doświadczać takiej Paschy. Maryja pokazuje nam jak to przejście powinno wyglądać, gdyby nie było grzechu pierworodnego.

            My też chcielibyśmy w podobny sposób przejść z doczesności w wieczność – ze śmierci do życia. Jak to zrobić w naszej grzesznej kondycji? Po pierwsze zadatek tego przejścia już w sobie nosimy, a jest to sakrament Chrztu Świętego. Przecież w chrzcie człowiek przechodzi z niewoli grzechu pierworodnego, poprzez znak uświęconej przez Chrystusa wody, do wolności i życia dziecka Bożego. Ale chrzest to nie wszystko: jest on jak zasiane ziarenko, które trzeba jeszcze pielęgnować, żeby zebrać owoce. W jaki sposób my – ludzie możemy naśladować Chrystusa i Maryję i przejść z ziemi do nieba?

            W początkach misji Chrystusa, zaraz po Jego Chrzcie, mamy scenę kuszenia na pustyni i w tej scenie kryje się tajemnica naszego przejścia do Nieba. Otóż diabeł przez trzykrotne pokusy, chce Chrystusa ściągnąć z Nieba do samego piekła. A te pokusy są chytrze zaplanowane. Pierwsza, jak pamiętamy, to zamiana kamieni w chleb. Pokusa zwykłego zaspokojenia swoich potrzeb, tu i teraz, jak małe dziecko, które musi dostać lizaka, bo będzie wrzeszczeć. Takie pokusy dokuczają nam na każdym kroku: spełnić zachciankę, powiedzieć co mam na języku, itp. Mickiewicz pisał w Dziadach o duszyczkach dzieci, które miały na ziemi wszystko: „kto nie doznał goryczy ni razu, ten nie dozna słodyczy w niebie”. Druga pokusa to był skok ze świątynnej wieży. Była to pokusa sukcesu, żeby wszyscy zobaczyli ten wyczyn i klaskali. To już jest drugi stopień pokusy: sukces, kariera, pięcie się na szczyty za wszelką cenę. Też dzisiaj takich ludzi nie brakuje. Znów słowa Mickiewicza: „Według Bożego rozkazu, kto za życia choć raz był w niebie, ten po śmierci nie trafi od razu”. Trzecia pokusa, najpoważniejsza, polegała na tym, żeby pokłonić się diabłu i zyskać władzę nad światem, niemalże stać się bogiem na ziemi. W Biblii „rządzić” i „sądzić’ to dwa synonimy – znaczą to samo. A więc jest to pokusa rządzenia światem, czyli sądzenia wszystkiego i wszystkich po swojemu, zwłaszcza wtedy, kiedy nie chcą tańczyć jak im zagramy. Wydajemy wtedy bezlitosne wyroki, czasem tylko słownie, a czasem potrafimy przejść do czynu i zniszczyć czyjeś życie. Nie patrzeć na bliźniego jak człowiek, ale jakby się było bogiem. To prosta droga do piekła. Znów Mickiewicz i potępiona dusza: „Tak muszę dręczyć się wiek wiekiem, sprawiedliwe zrządzenie Boże, bo kto nie był ni razu człowiekiem, temu człowiek nic nie pomoże”. Skoro taka miała być droga do piekła, to droga do nieba jest odwrotna: przezwyciężenie tych kolejnych pokus, od najpoważniejszej do najmniejszej: wyrzeczenie się grzechów od największych do najmniejszych.

            Już od sceny zwiastowania Maryja wyrzeka się rządzenia/sądzenia i Królowa Świata, którą będą błogosławić wszystkie pokolenia, idzie służyć starszej kuzynce przy porodzie. Pani Świata rodzi Jego Dziedzica w stajni, ucieka przed prześladowaniem na tułaczkę w Egipcie i żyje w ubóstwie Nazaretu. Jako Matka Boga nie przestaje patrzeć i myśleć jak człowiek dla człowieka. Maryja wyrzeka się też drugiej pokusy – sukcesu. W Świątyni jerozolimskiej podporządkowuje się dwunastoletniemu Synowi, Kanie Galilejskiej sama uchodzi w cień a zostawia miejsce dla Syna, wśród negatywnych opinii na temat Pana Jezusa i Niej samej, pozostaje pokorna i cicha. Wreszcie przychodzi najtrudniejsza pokusa, wyrzeczenia się zupełnie wszystkiego, co naturalne dla człowieka, a więc oddania Ukochanego Syna na ofiarę za grzechy ludzi, rezygnacja z takiej miłości macierzyńskiej, która chciałaby bronić Jego życia. Rozstanie z Chrystusem, to dla Maryi jakby dobrowolna ofiara i rezygnacja z powszedniego chleba. To jest Jej droga do nieba, którą wytycza dla nasz wszystkich. Najpierw nie próbować rządzić światem, nie sądzić i nie robić z siebie bożka, potem nie iść po trupach do celu, a na koniec oddać Bogu to, co najdroższe.

logo

caritas

Liturgia na dziś

Copyright © 2026 Parafia Św. Józefa w Sandomierzu. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Joomla! jest wolnym oprogramowaniem wydanym na warunkach GNU Powszechnej Licencji Publicznej.
Our website is protected by DMC Firewall!