Trzy sposoby realizacji miłosierdzia – czyn, słowo, modlitwa.

Święta Siostra Faustyna Kowalska zapisała w swoim „Dzienniczku” bardzo ważne słowa, które usłyszała od Pana Jezusa: „Podaję ci trzy sposoby czynienia miłosierdzia bliźnim: pierwszy – czyn, drugi – słowo, trzeci – modlitwa”. Jezus dodał również: „W tych trzech stopniach zawiera się pełnia miłosierdzia” (Dz. 742). Miłosierdzie nie jest tylko uczuciem. Nie wystarczy wzruszyć się cierpieniem drugiego człowieka, powiedzieć, że jest nam go żal, a później przejść obok niego obojętnie. Prawdziwe miłosierdzie powinno prowadzić do konkretnej postawy wobec bliźniego. Jezus wskazuje nam trzy drogi: czyn, słowo i modlitwę.

Pierwszym sposobem realizacji miłosierdzia jest czyn. Pan Jezus bardzo wyraźnie pokazuje w Ewangelii, że nasza miłość do drugiego człowieka powinna wyrażać się w konkretnym działaniu. Powiedział przecież: „Byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie; byłem nagi, a przyodzialiście Mnie; byłem chory, a odwiedziliście Mnie; byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie” (Mt 25,35–36). Miłosierdzie zaczyna się więc wtedy, kiedy dostrzegamy człowieka, który czegoś potrzebuje, i próbujemy mu pomóc przez konkretny uczynek. Pan Jezus powiedział św. Faustynie: „Nawet wiara najsilniejsza nic nie pomoże bez uczynków” (Dz. 742). Wiara nie może więc ograniczać się jedynie do modlitwy czy pięknych słów. Powinna być widoczna w sposobie, w jaki traktujemy innych ludzi.

Nie zawsze jednak jesteśmy w stanie pomóc drugiemu człowiekowi poprzez konkretny czyn. Czasami nie mamy odpowiednich możliwości albo nie potrafimy rozwiązać czyjegoś problemu. Wtedy pozostaje drugi sposób czynienia miłosierdzia – słowo. Słowo posiada ogromną siłę. Może człowieka zranić, ale może również podnieść go na duchu. Jedno zdanie wypowiedziane w gniewie może pozostać w czyjejś pamięci przez wiele lat. Podobnie jedno dobre słowo może dać człowiekowi siłę w bardzo trudnej chwili. Pan Jezus uczył: „Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią” (Mt 5,7). Warto więc zastanowić się, czy nasze słowa przynoszą innym pokój, czy raczej pozostawiają po sobie ból.

Trzecim sposobem czynienia miłosierdzia jest modlitwa. Może się wydawać, że jest ona czymś najmniej konkretnym. Tymczasem Jezus stawia ją obok czynu i słowa. Są przecież sytuacje, w których nie możemy niczego zrobić. Człowiek, któremu chcielibyśmy pomóc, może znajdować się bardzo daleko. Możemy wiedzieć o czyjejś chorobie, cierpieniu czy trudnej sytuacji, ale nie mamy możliwości, aby ją zmienić. Wtedy zawsze pozostaje modlitwa. Możemy modlić się za chorego, za człowieka samotnego, za rodzinę przeżywającą trudności, za osobę poszukującą pracy, za ludzi dotkniętych wojną czy klęską żywiołową. Możemy modlić się również za tych, których osobiście nie znamy. Modlitwa ma jeszcze jedną niezwykłą cechę. Dzięki niej możemy okazywać miłosierdzie również tym, których nigdy nie spotkamy. Możemy modlić się za ludzi żyjących na drugim końcu świata, za cierpiących, za prześladowanych, a także za zmarłych. Nasze ręce nie wszędzie mogą dotrzeć, nasze słowa nie do każdego mogą trafić, ale modlitwa nie zna takich granic.

 

 

Uczynki miłosierne względem ciała – umarłych grzebać

Kolejnym uczynkiem miłosierdzia względem ciała jest „umarłych grzebać”. Pismo Święte wielokrotnie ukazuje troskę o godny pochówek jako wyraz miłości, szacunku
i miłosierdzia. Szczególnie pięknym przykładem jest Tobiasz. Żyjąc na wygnaniu, z narażeniem własnego bezpieczeństwa grzebał ciała swoich rodaków, których pozostawiano bez pochówku. Mówi o sobie: „Jeżeli widziałem zwłoki któregoś z rodaków porzucone poza murami Niniwy, grzebałem je” (Tb 1,17). Nie był to dla niego jedynie obowiązek wynikający z tradycji. Był to czyn miłości wobec człowieka, który sam nie mógł już w żaden sposób odwdzięczyć się za okazane mu dobro.

Właśnie tutaj odkrywamy istotę tego uczynku miłosierdzia. Człowiek zmarły nie może nam już niczego dać. Nie podziękuje, nie odwzajemni przysługi, nie pochwali naszego działania. Dlatego troska o zmarłych jest jednym z najbardziej bezinteresownych uczynków miłości. Szczególne znaczenie ma dla nas pogrzeb samego Jezusa. Po Jego śmierci na krzyżu pojawia się Józef z Arymatei. Ewangelista mówi: „Józef zabrał ciało, owinął je w czyste płótno i złożył w swoim nowym grobie” (Mt 27,59–60). Był to gest wymagający odwagi. Jezus został przecież skazany i ukrzyżowany jak przestępca. Józef nie wstydził się jednak Jego ciała. Otoczył je szacunkiem i zapewnił Mu godny pochówek.

Kościół od początku otaczał ciała zmarłych wielkim szacunkiem. Ciało człowieka nie jest przecież tylko „rzeczą”, którą po śmierci można odrzucić. To ciało zostało stworzone przez Boga. To przez ciało człowiek kochał, pracował, modlił się, cierpiał i służył innym. Święty Paweł przypomina: „Czyż nie wiecie, że ciało wasze jest świątynią Ducha Świętego?” (1 Kor 6,19). Szacunek dla ciała nie kończy się więc wraz ze śmiercią.

Uczynek „umarłych grzebać” nie ogranicza się jedynie do zorganizowania pogrzebu. Możemy rozumieć go szerzej. Jest nim uczestnictwo w pogrzebie człowieka, szczególnie wtedy, gdy chcemy wesprzeć jego rodzinę. Jest nim troska o groby naszych bliskich. Jest nim pamięć o grobach opuszczonych i zapomnianych. Jest nim szacunek wobec cmentarza, który dla chrześcijanina jest miejscem świętym – miejscem modlitwy i oczekiwania na zmartwychwstanie.

Jest nim również modlitwa za zmarłych. Tutaj uczynek miłosierdzia względem ciała spotyka się z uczynkiem miłosierdzia względem duszy – „modlić się za żywych i umarłych”. Pismo Święte mówi o Judzie Machabeuszu, który polecił złożyć ofiarę za poległych. Autor natchniony komentuje: „Świętą i zbawienną jest myśl modlić się za umarłych, aby od grzechów byli uwolnieni” (por. 2 Mch 12,45–46). Dlatego chrześcijanin nie mówi tylko: „Będę cię pamiętał”. Robi coś więcej – modli się. Zamawia Mszę Świętą, ofiaruje Komunię Świętą, różaniec, odpusty, cierpienie czy dobre uczynki w intencji zmarłego. Jest to szczególny rodzaj miłości, ponieważ człowiek zmarły nie może nam już powiedzieć, czy tej modlitwy potrzebuje. My jednak z nadzieją powierzamy go miłosierdziu Boga.

„Umarłych grzebać” oznacza więc ostatecznie nie pozwolić, aby śmierć odebrała człowiekowi jego godność, a nam – nadzieję. Kiedy stoimy nad grobem bliskiego człowieka, widzimy ziemię, krzyż i zapisane na nagrobku imię. Wiara każe nam jednak patrzeć dalej. Przypomina słowa Jezusa: „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem”.

         Uczynki miłosierne względem ciała – podróżnych w dom przyjąć

 

W Księdze Rodzaju czytamy, że Abraham siedział u wejścia do swego namiotu, gdy ujrzał trzech nieznajomych. Natychmiast wyszedł im na spotkanie, zaprosił ich do siebie, obmył im nogi i przygotował posiłek. Dopiero później okazało się, że przyjmując wędrowców, gościł samego Boga (por. Rdz 18,1–8). Słowo Boże zachęca nas, abyśmy zastanowili się nad kilkoma pytaniami. Kim jest człowiek, którego możemy nazwać podróżnym? Czy ten uczynek miłosierdzia odnosi się jedynie do osób przemierzających dalekie drogi? W jaki sposób możemy go wypełniać we współczesnym świecie?

Dawniej przyjęcie podróżnego było często sprawą życia i śmierci. Wędrowcy przemierzali długie drogi pieszo, narażeni na głód, chłód i niebezpieczeństwa. Gospody były nieliczne, dlatego otwarcie domu dla nieznajomego było czymś naturalnym. Dzisiaj sytuacja wygląda inaczej. Hotele, schroniska i środki transportu sprawiają, że rzadko spotykamy ludzi proszących o nocleg. Nie oznacza to jednak, że ten uczynek miłosierdzia stracił swoje znaczenie. Współczesnym podróżnym jest często człowiek, który przybywa do naszego miasta, parafii czy miejsca pracy i nikogo tutaj nie zna. Może być nim student rozpoczynający naukę, osoba podejmująca nową pracę, rodzina, która przeprowadziła się do sąsiedztwa, pielgrzym przybywający do sanktuarium czy gość uczestniczący w uroczystości rodzinnej. Każdy z nich potrzebuje nie tylko dachu nad głową, ale również życzliwości, dobrego słowa i poczucia, że nie jest sam.

Autor Listu do Hebrajczyków przypomina: „Nie zapominajcie o gościnności; przez nią bowiem niektórzy, nie wiedząc o tym, aniołom dali gościnę” (Hbr 13,2). Nigdy nie wiemy, jakie znaczenie może mieć dla drugiego człowieka nasz prosty gest życzliwości. Czasami wystarczy zaprosić kogoś na wspólny posiłek, pomóc odnaleźć drogę, zainteresować się nowym sąsiadem czy znaleźć czas na rozmowę z osobą, która czuje się obca i zagubiona. Ten uczynek miłosierdzia realizujemy przede wszystkim przez otwartość na drugiego człowieka. Możemy serdecznie przyjąć gości, zainteresować się nowymi sąsiadami, pomóc pielgrzymom, wesprzeć osoby, które przyjechały z daleka do pracy lub na studia. Możemy także zaprosić do wspólnego stołu kogoś samotnego, kto od dawna nie doświadczył rodzinnego ciepła. Czasem wystarczy uśmiech, rozmowa czy pomoc w odnalezieniu się w nowym miejscu, aby ktoś poczuł się bezpiecznie i przestał być obcy.

Gościnność chrześcijańska nie polega na okazałym przyjęciu ani na bogato zastawionym stole. Jej istotą jest otwarte serce. Dom, w którym mieszka Chrystus, zawsze znajdzie miejsce dla drugiego człowieka. Warto pamiętać, że kiedy przyjmujemy potrzebującego z miłości do Boga, w rzeczywistości przyjmujemy samego Jezusa. A On zapewnia nas, że żaden gest miłosierdzia nie pozostanie bez nagrody.

 

Uczynki miłosierne względem ciała – więźniów pocieszać

Kolejnym uczynkiem miłosierdzia względem ciała jest „więźniów pocieszać”. Pan Jezus powiedział: „Byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie” (Mt 25,36). Są to słowa niezwykle wymagające. Łatwiej bowiem dostrzec Chrystusa w człowieku chorym, głodnym czy bezdomnym. Znacznie trudniej zobaczyć Go w kimś, kto dopuścił się zła i z tego powodu znalazł się w więzieniu. Jezus jednak nie mówi, że mamy pochwalać jego czyny. Przypomina natomiast, że nawet człowiek, który popełnił poważne zło, nie przestaje być człowiekiem i nie traci swojej godności.

Więzienie jest miejscem odbywania kary. Człowiek, który popełnił przestępstwo, powinien ponieść konsekwencje swojego czynu. Miłosierdzie nie oznacza przecież rezygnacji ze sprawiedliwości ani udawania, że nic złego się nie wydarzyło. Chrześcijaństwo uczy jednak, że czym innym jest potępienie złego czynu, a czym innym całkowite przekreślenie człowieka. Można powiedzieć: „To, co zrobiłeś, było złe”, a jednocześnie wierzyć, że człowiek może uznać swoją winę, żałować, naprawić wyrządzone zło – na ile jest to możliwe – i rozpocząć nowe życie.

Pobyt w więzieniu wiąże się z wieloma trudnymi doświadczeniami. Jest to przede wszystkim utrata wolności, ale także rozłąka z rodziną, samotność, wstyd, poczucie odrzucenia i niepewność dotycząca przyszłości. Niejeden człowiek zaczyna wtedy zadawać sobie pytania: Czy ktoś jeszcze na mnie czeka? Czy rodzina mi wybaczy? Czy po wyjściu z więzienia znajdę pracę? Czy będę potrafił rozpocząć życie od nowa? Czy Bóg może mi przebaczyć to, co zrobiłem? Właśnie w takich chwilach szczególnego znaczenia nabiera obecność drugiego człowieka. Czasami rozmowa, list, dobre słowo czy zapewnienie o modlitwie mogą obudzić nadzieję, która zaczęła już gasnąć. Człowiek pozbawiony wolności potrzebuje bowiem nie tylko odbyć karę, ale również uwierzyć, że jego życie nie musi zakończyć się na popełnionym złu.

Pismo Święte wielokrotnie pokazuje nam ludzi, którzy dopuścili się poważnych grzechów, a mimo to Bóg ich nie przekreślił. Święty Piotr zaparł się Jezusa, a później został pierwszym spośród Apostołów. Święty Paweł prześladował chrześcijan, a po spotkaniu z Chrystusem stał się jednym z największych głosicieli Ewangelii. Dobry łotr, ukrzyżowany obok Jezusa, sam przyznał, że ponosi słuszną karę za swoje czyny. Kiedy jednak zwrócił się do Chrystusa słowami: „Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa”, usłyszał odpowiedź: „Dziś będziesz ze Mną w raju” (Łk 23,42–43). Ta scena pokazuje coś bardzo ważnego. Jezus nie powiedział, że zło popełnione przez tego człowieka nie miało znaczenia. Nie unieważnił również konsekwencji jego czynów. Dostrzegł jednak w nim skruchę i pragnienie przemiany. Do ostatniej chwili pozostawił mu otwartą drogę do miłosierdzia. Dla Boga żaden człowiek nie jest więc przypadkiem beznadziejnym.

Pięknym przykładem takiej postawy jest św. Jan Paweł II. 13 maja 1981 roku na placu św. Piotra został ciężko postrzelony przez Mehmeta Ali Agcę. Papież przeżył zamach, a dwa lata później udał się do więzienia, aby spotkać się ze swoim zamachowcem. Rozmawiał z nim osobiście i okazał mu przebaczenie. Nie oznaczało to, że uznał zamach za rzecz nieważną albo że sprzeciwiał się sprawiedliwej karze. Pokazał natomiast, że chrześcijanin może przebaczyć nawet temu, kto wyrządził mu wielką krzywdę.

„Więźniów pocieszać” nie oznacza więc jedynie odwiedzania zakładów karnych. Nie każdy ma taką możliwość ani nie każdy jest do tego powołany. Możemy jednak modlić się za więźniów, wspierać duszpasterstwo więzienne, pomagać rodzinom osób osadzonych, a także nie przekreślać tych, którzy po odbyciu kary próbują powrócić do normalnego życia. Jeżeli człowiek szczerze chce się zmienić, powinien otrzymać szansę. Bóg bowiem nigdy nie zamyka przed człowiekiem drogi powrotu.

 

Uczynki miłosierne co do ciała – nagich przyodziać

Ubranie to jedna z podstawowych potrzeb człowieka. Chroni przed zimnem i trudnymi warunkami atmosferycznymi, ale jego funkcja sięga znacznie głębiej. Brak odzieży, nagość, to nie tylko fizyczny chłód, ale przede wszystkim utrata godności, wstyd i poczucie bezbronności. Dlatego uczynek „nagich przyodziać” wykracza poza zwykłe przekazanie komuś ubrania. To gest przywracający drugiemu człowiekowi szacunek, poczucie bezpieczeństwa i należne mu miejsce w społeczeństwie.

W Piśmie Świętym motyw ubrania i nagości pojawia się już na pierwszych stronach Księgi Rodzaju. Po grzechu pierworodnym pierwsi ludzie, Adam i Ewa, uświadomili sobie swoją nagość i poczuli wstyd. Bóg nie zostawił ich w tym upokorzeniu – sam sporządził dla nich odzienie ze skór i przyodział ich (por. Rdz 3,21). Był to pierwszy akt miłosierdzia, w którym Stwórca osłonił ludzką słabość. Z kolei Prawo Mojżeszowe w Starym Testamencie surowo nakazywało troskę o ubogich: jeśli ktoś wziął w zastaw płaszcz bliźniego, musiał oddać go przed zachodem słońca, ponieważ dla biednego często było to jedyne okrycie na noc (por. Wj 22,25-26). W ten sposób Bóg uczył swój lud wrażliwości na najsłabszych.

W Nowym Testamencie uczynek ten zostaje przez Jezusa podniesiony do rangi kryterium, z którego będziemy sądzeni. W opisie sądu ostatecznego padają niezwykle wyraźne słowa: „Byłem nagi, a przyodzialiście Mnie” (Mt 25,36). Chrystus utożsamia się z każdym człowiekiem odartym z godności i pozbawionym podstawowych środków do życia. Co więcej, sam Jezus osobiście doświadczył najgłębszego bólu nagości podczas swojej męki. Zanim został ukrzyżowany, oprawcy odarli Go z szat (por. J 19,23), wystawiając na pośmiewisko. W świetle krzyża widzimy, że ofiarowując pomoc i odziewając ubogiego, dotykamy samego Zbawiciela.

Realizacja tego uczynku w codziennym życiu jest bardzo konkretna, ale wymaga odpowiedniego podejścia. Przekazując ubrania potrzebującym, czy to bezpośrednio, czy poprzez organizacje charytatywne, nie chodzi o to, by pozbyć się zniszczonych, bezużytecznych rzeczy i uspokoić własne sumienie. Miłosierdzie polega na tym, by dać drugiemu to, w czym sami nie wstydzilibyśmy się chodzić. Ponadto, nagość można rozumieć również w szerszym, duchowym sensie – jako odarcie kogoś z dobrego imienia, plotkowanie czy wystawianie czyichś słabości na widok publiczny. Miłosierdzie każe nam wtedy okrywać błędy i słabości bliźnich płaszczem dyskrecji i szacunku.

Uczynek „nagich przyodziać” przypomina nam, że chrześcijańska miłość zawsze musi przybierać materialny, namacalny kształt. Kiedy dzielimy się odzieżą z kimś potrzebującym, przekazujemy mu coś więcej niż tylko fizyczne ciepło. Dajemy mu czytelny znak, że szanujemy jego ludzką godność i że nie jest dla nas niewidzialny. W tak prostym geście – przekazaniu kurtki, butów czy koca – realizuje się Ewangelia, która osłania ludzką biedę i przywraca człowiekowi nadzieję.

Strona 2 z 11

logo

caritas

Liturgia na dziś

Copyright © 2026 Parafia Św. Józefa w Sandomierzu. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Joomla! jest wolnym oprogramowaniem wydanym na warunkach GNU Powszechnej Licencji Publicznej.
DMC Firewall is developed by Dean Marshall Consultancy Ltd