Wszystkich Świętych
Błogosławieni znaczy szczęśliwi a szczęśliwi znaczy święci. Osiem błogosławieństw to osiem rodzajów prawdziwego szczęścia, takiego najgłębszego. To osiem rodzajów świętości. Uroczystość Wszystkich Świętych to uroczystość tych, którzy pasowali za życia przynajmniej do jednego z błogosławieństw. Papież Franciszek nazwał błogosławieństwa paszportem świętego, paszportem dzięki któremu wpuszczą cię do krainy życia kiedy będziesz opuszczać krainę śmierci. Czas wyrobić sobie ten paszport. Jak się go wyrabia? Błogosławieństwa to nie są wskazówki co masz zrobić, tylko jak masz zareagować na osiem nieszczęść, którymi otacza cię świat.
Pierwsze nieszczęście człowieka, to ułuda samowystarczalności: dziękuję poradzę sobie, bez pomocy, w domyśle bez Boga. W Korei Północnej wzniesiono betonowy znicz wysoki na ponad 100 metrów. Nazywa się on wieża Dżu-Cze, a to słowo po naszemu znaczy „władca swojego świata”. Dzisiejszy świat przez modę na sukces, pozytywne myślenie, mentoring uczy jak budować własną Koreę Północną. Życie takiego człowieka z zewnątrz jest kolorowe, z przyklejona twarzą dyktatora ze sztucznym uśmiechem, a z tyłu bieda, nędza i obóz koncentracyjny. Do Bożego szczęścia nie wolno się zamykać w sobie. Potrzebujemy otwarcia granic duszy, duchowego importu i eksportu miłości i pomocy między Bogiem, bliźnimi i nami. To są ubodzy duchem, a więc wiedzą że mają potrzeby.
Drugie nieszczęście człowieka to suche oczy i twarde serce. Uważanie siebie za silnego a bliźnich za tych, co zasłużyli na to co mają. Złe łzy wylewa się nad sobą i własną krzywdą. A Bóg daje prawdziwe pocieszenie tylko tym, którzy umieją zapłakać nad własnym grzechem i nad nieszczęściem bliźniego. To są ci, którzy płaczą i będą pocieszeni.
Trzecie nieszczęście to hałaśliwa walka i konflikty o to, co mi się moim zdaniem należy. Jak ma się zachować święty, kiedy dokoła niego ktoś wciąż przesuwa granice, coraz bardziej i bardziej, jakby kłócił się z bliźnim o duchową miedzę. Święty człowiek broni się w sposób cichy. Nie wyrzeka się obrony, ale wyrzeka się złych narzędzi obrony: krzyku, kłótni, hałasu. Ten, co zamyka usta w poczuciu krzywdy niby się nie odzywa, ale tłumi złość to nie jest człowiek cichy, ale niebezpieczny. Cichy odezwie się, ale spokojnie, popatrzy w oczy przy świadkach i powie: jeśli zrobiłem ci cokolwiek udowodnij mi, a jeśli nie, to czemu mnie bijesz? Nawet nadstawienie drugiego policzka nie jest upokarzające. Może być bardzo wymowne, a ciche ale stanowcze spojrzenie prześladowcy w oczy może być głośniejsze niż najdonioślejszy krzyk. Tak cię uczyli od lat, tylko krzykiem zdobywa się świat. Tak, można zdobyć, przesunąć granicę, ale nie odziedziczyć. Ziemia zdobyta krzykiem nigdy nie będzie należała do zdobywcy. Człowiek cichy jest dziedzicem nowej ziemi. Jest spadkobiercą nowego świata, a jak widać stary świat już powoli umiera.
Czwarte nieszczęście to szalejący na świecie głód i pragnienie. głód tego co nigdy nie nasyci i pragnienie tego, co nigdy nie napoi. Pan Jezus uczy, że są takie pragnienia jak przyjemność, podziw, nadęta wielkość, zadowolenie z życia, które nigdy się nie skończą i będą źródłem jeszcze gorszego głodu i pragnienia po śmierci. Święty człowiek umie pragnąć tylko tego, co ostatecznie może zdobyć: Boga, Królestwa Bożego i jego sprawiedliwości. Powiedz mi czego chcesz, a powiem ci jakim jesteś człowiekiem. Nie da się żyć bez pragnień, jak twierdzą buddyści, byłoby to oszustwo a nie życie. Święty człowiek umie dobierać właściwie nawet swoje pragnienia.
Piąte nieszczęście to brak przebaczenia. Sakrament spowiedzi jest momentem przebaczenia: Bóg przebacza człowiekowi, a człowiek ma przebaczyć swoim winowajcom. Najtrudniej jest przebaczyć sobie. Człowiek, który sam siebie nagradza przyjemnościami i robi sam sobie prezenty, oraz człowiek, który sam siebie karze, dręczy się, lub niszy się sam przez używki i nienawiść to zawsze człowiek, który sam siebie sądzi i nie umie sobie przebaczyć.
Szóste nieszczęście to niedojrzałość w wierze. Zatrzymanie się na katechezie z podstawówki lub na tym, co nauczyła babcia. To głuchota na wołanie serca: o Tobie mówi serce moje szukaj Jego Oblicza. To zamarcie życie duchowego, to przebodźcowanie zmysłami: jak nie pracuję to oglądam telewizję, albo piję albo śpię, albo gadam a nigdy nie milczę. Znam Boga ze słyszenia, ale nigdy nie zobaczyłem Go sercem. Dlatego mam w sercu podstęp, co innego mówię, a co innego myślę, szukam wszędzie drugiego dna, sam prowadzę podwójne gierki: tu chwalę a tu oceniam. Podwójne, nieczyste serce to serce, które jeszcze nie zobaczyło Boga. Więcej myśli mniej zmysłów.
Siódme nieszczęście to przedkładanie świętego spokoju nad Boży pokój. Jak wiele ludzie robią dzisiaj, stosują ćwiczenia, terapie, medytacje ze wschodu, żeby się wyciszyć, najczęściej żeby wyciszyć sumienie. Taka światowa harmonia, równowaga spod znaku czarno-białego symbolu koła równowagi to cisza zmanipulowanego sumienia. Ono milczy nie dlatego, że nie dzieje się zło, tylko dlatego że jest znieczulone, ogłuszone, nie działa. Pan Jezus daje pokój nie tak jak daje świat. To jedyne błogosławieństwo które zawiera nakaz do czynności: Niepokoju sumienia nie wolno zagłuszać, bo on pokazuje zadania jakie jeszcze przed nami. Święty to człowiek, który jest kreatywny w pojednaniu, jak Chrystus, który przyszedł aby obie części ludzkości uczynić jednością, aby zburzyć rozdzielający je mur czyli wrogość. Dopóki kogoś nazywa się wrogiem jedyną możliwością pokoju jest uśmiercenie wroga. Ale Boży pokój nie polega na uśmiercaniu.
Ósme nieszczęście to prześladowanie. Czym ma się radować człowiek, który jest prześladowany? Cieszy się z tego, ze znalazł coś większego, niż może zaoferować cały świat. To błogosławieństwo zatacza koło, znów dochodzimy do Królestwa Niebieskiego. To są ramy, w których mieści się obraz człowieka świętego, nie koniecznie wyniesionego na ołtarze. Świętego z pierwszego listopada, świętego, jakim może być każdy z nas.