III niedziela zwykła
Pan Jezus dowiedział się o uwięzieniu Jana i poszedł do Gailei, tam osiadł i głosił Królestwo Boże. To nie była ucieczka, Galilea jak i Zajordanie to była ta sama dzielnica, kraina rządzona z ramienia Rzymu przez Heroda Antypasa. Pan Jezus głosi Królestwo Boże dokładnie tam, gdzie królestwo ziemskie prześladuje proroków. Misja Pana Jezusa nie polega na naprawie starego świata (tak jak wielu ludzi oczekiwało i do dziś oczekuje) ale na stworzeniu nowego. To nie jest uruchamianie starego, zepsutego pociągu do stacji Niebo, ale podstawienie zupełnie nowego: nową drogą, pozornie w innym kierunku i zachęta do zaufania i „przesiadki”. A ta „przesiadka” do pociągu do Nieba, jadącego w innym kierunku niż się człowiek spodziewa nazywa się nawróceniem. Nawracajcie się – woła Pan Jezus – bo bliskie jest Królestwo Boże – to nie znaczy, że koniec świata szybko nadejdzie, ale że sprawy Boże i Zbawienie są blisko nas, na wyciągnięcie ręki.
Interesujące jest też miejsce, w którym osiadł Pan Jezus: „ziemia Zabulona i Neftalego”. Kim byli ci ludzie? Trzeba się tu cofnąć do czasów patriarchy Jakuba do realiów dawnego Izraela i do niespełnionej miłości Jakuba do Racheli. Ta miłość dwojga zakochanych, którzy wiele lat czekali na siebie jest symbolem miłości Boga do ludzkości. Otóż Jakub i Rachela zakochali się od pierwszego wejrzenia, ale nie mogli się pobrać, bo trzeba było najpierw zapracować na swoje życie. Dawne czasy były inne, Jakub musiał związać się z innymi małżonkami z rozsądku lub z przymusu – dzisiaj tego nie rozumiemy, ale wtedy tak było. Miał nawet dzieci, tak kazało ówczesne prawo, ale ukochaną miał jedną i tylko z nią chciał stworzyć prawdziwą rodzinę. Udało się to po wielu, wielu latach, a Zabulon, Neftali i inne dzieci to było to wcześniejsze potomstwo, nie z miłości lecz z prawa. W Chrystusie Bóg wyciągnął do nich ręce i chce ostatecznie uznać ich za prawdziwych synów, z miłości, przytulić do serca i nadać status swoich prawdziwych dzieci. Tak to już jest z Królestwem Bożym, że jest to państwo, którego granice przebiegają przez ludzkie serca.
Naród kroczący w ciemnościach ujrzał światłość wielką. Ta historia o oświeceniu ludzi w ciemności przypomina stepową legendę o człowieku, który zawędrował do ukrytej doliny, w której mieszkali sami ślepcy. Oczywiście radzili sobie dobrze, bo słyszeli, mówili, pracowali i działali na dotyk. Ale kiedy ten zaczął im mówić o pięknym świecie, o kolorach i świetle – oni tego nie zrozumieli. Zamiast próbować rozumieć, uznali, że mają do czynienia z wariatem i najpierw kazali mu się wyrzec tego, co opowiadał, a kiedy nie chciał – uwięzili go i zabili. Głoszenie nawrócenia w krainie pogan, to jak mówienie o świetle wśród ludzi niewidomych od urodzenia. Jest to jak mówienie o zdrowiu wśród ludzi chorych od urodzenia, którzy zdrowego nie widzieli. Nie jest łatwo przyjąć człowiekowi do wiadomości, że to, co mu się wydaje o świecie to jeszcze nie wszystko, że to, co umie i wie, to nie jest cała mądrość świata, że są rzeczy, o których nie widział i nie słyszał dotąd. Do tego potrzebna jest pokora, a pokora to prawda. Niechby ktokolwiek spróbował powiedzieć dumnym Faryzeuszom z Jerozolimy, że są w ciemności, że nie dostrzegli światła albo, że go w ogóle nie znają. Zareagowaliby oburzeniem, aresztowaniem, skazaniem, podobnie jak zareagował Herod, kiedy św. Jan powiedział mu wprost, że król żyje w grzechu. Podobnie jak zareagowali mieszkańcy Nazaretu, kiedy Pan Jezus mówił im, że to On jest wypełnieniem proroctwa, a ci chcieli Go zabić. A poniżani przez wszystkich Galilejczycy przyjęli Jego światło i tam narodziło się Królestwo Boże.