Chrzest Pański
Izraelici w ciągu swojej historii mogli się cieszyć słowami proroków i wielkimi wydarzeniami. Często żyli przeszłością, wspominając lepsze czasy, podobnie jak my to robimy. Ale w czasach tuż przed Chrystusem po wielkich dziejach Izraela zostały wspomnienia, a nad całym ówczesny światem zapanowało Cesarstwo Rzymskie. Żaden prorok nie odezwał się od dwustu lat, a powstanie, które rozpoczęli radykalni Izraelici zostało krwawo stłumione. Ludzie zaczęli się zastanawiać: albo nic już się nie zmieni i utkwili na zawsze w rzymskiej okupacji, albo coś wisi w powietrzu i zbliża się jakiś ostateczny dzień. Historycy potwierdzają, że w czasach, kiedy Pan Jezus przyszedł na świat, oczekiwanie na Mesjasza naprawdę sięgało już zenitu. Do tego jeszcze wystąpił prorok: Jan Chrzciciel, który wyraźnie głosił, że Mesjasz już się zbliża. Na jego słowa poruszyły się prawdziwe tłumy Judejczyków. Ludzie schodzili się i przyjmowali chrzest. Żydzi znali różne obmycia i w czasie świąt modlili się słowami: „zgrzeszyliśmy i prosimy o przebaczenie”, tak ogólnie. Ale chrzest był czymś zupełnie nowym: musiał dotykać serc, bo ludzie wyznawali przed Janem Bogu swoje osobiste grzechy, tak jak my robimy to przy spowiedzi. Chrzest oznaczał porzucenie dotychczasowego, nieudanego życia. Oczekiwano naprawdę w napięciu przyjścia Mesjasza. Nie wiedzieli jedynie z której strony nadejdzie: czy stanie pośród nich jako potomek Dawida i król, czy zstąpi z nieba, czy zstąpi z gmachu Świątyni, jak mówiły proroctwa… spodziewano się wszystkiego, tylko nie tego, że Mesjasz przyjdzie razem z Galilejczykami, których uważano za gorszych, za pogan i że stanie pokornie w kolejce do Jana i zejdzie tam, gdzie ludzie schodzili do najbardziej mrocznych zakamarków własnych dusz. Zresztą dno rzeki Jordan jest na samym dole depresji Morza Martwego – miejsca najniżej położonego na ziemi. Czyżby Mesjasz potrzebował nawrócenia? Miałby być z grzeszników? Miałby być jednym z pogan? A może jednym z tych, co mieli nieudane życie? Takiego Mesjasza nikt się nie spodziewał. Zapewnie nie tego spodziewał się także św. Jan, ponieważ nie chciał chrzcić Jezusa. Pan Jezus sam jednak pouczył go. W krótkim pouczeniu skierowanym do Jana znalazły się 3 elementy:
Po pierwsze Pan Jezus nalegał, żeby Jan ustąpił i ochrzcił Go. To znaczy, że nawrócenie polega na czymś więcej niż wyznaniu swoich grzechów i tego, co sami uznajemy za złe i niewłaściwe. Prawdziwe nawrócenie polega na tym, żeby to Pan Jezus wskazał co jest do zmiany w postępowaniu, za które dalibyśmy głowę, że jest słuszne. Największe błędy i grzechy powstają nie wtedy, kiedy człowiek widzi zło, ale wtedy, kiedy człowiek jest mocno przekonany, że robi wszystko dobrze i nie można nic zarzucić.
Po drugie ważne jest słowo: „teraz”, to znaczy dokładnie: „w tej sytuacji”, „w tych okolicznościach”. Pan Jezus nie wchodzi w starą rzeczywistość żeby pozmieniać to czy tamto. Zbawiciel przynosi nową rzeczywistość, chce tworzyć świat na nowo i zupełnie zmieniać dotychczasowe myślenie ludzi. Przynosi nową jakość, nową sytuację, a ona domaga się nowych sposobów działania. Takie stosowanie coraz to nowych sposobów nazywa się Nową Ewangelizacją.
Po trzecie wreszcie Pan Jezus zachęca Jana, że przez chrzest wypełni to, co sprawiedliwe. Sprawiedliwość była dla tamtym ludzi synonimem świętości: tak właśnie należało. Okazuje się, że sprawiedliwość a więc świętość nie wynika z własnych pomysłów, ale z posłuszeństwa wymaganiom Chrystusa, nawet jeśli są zaskakujące i nieoczekiwane.