W dzisiejszym pierwszym czytaniu słyszymy o tym jak Bóg polecił Abrahamowi ofiarować jego jedynego syna Izaaka. Oczywiście była to tylko próba, ale próba bardzo ciężka. Psychicznie Abraham pożegnał się z synem i przeżył cały ból jego straty. Faktycznie położył syna na ołtarzu i faktycznie go ofiarował. Bóg przyjął ofiarę Abrahama, czyli wziął jego syna Izaaka. Nie wziął go jednak do siebie, ale wzbogacił go o błogosławieństwo życia, szczęścia i potomstwa i takiego już błogosławionego dał z powrotem Abrahamowi. Można powiedzieć, że Pan Bóg przyjął młodzieńca Izaaka obnażonego i związanego, ale odział go w szaty błogosławieństwa i namaścił olejem błogosławieństwa i oddał go Abrahamowi. Dawniej w tamtejszej kulturze wierzono, że ojciec może niejako żyć dalej w swoich dzieciach i wnukach, którym przekazał życie. Abraham, który stał z nożem nad związanym Izaakiem był o krok od śmierci. Sam był już starcem, a jeszcze do tego zapowiadało się, że wraz ze śmiercią Izaaka zginie cały ród i życie Abrahama skończy się szybko. Kiedy jednak Izaak wrócił i to jeszcze z zapewnieniem, że będzie miał potomstwo liczne i trwałe jak gwiazdy na niebie, to oznaczała dla Abrahama nadzieję, a nawet pewność życia wiecznego. 

 

         Zapowiedź życia wiecznego wybrzmiewa w dzisiejszym Psalmie: „W krainie życia będę widział Boga”. Jest to Psalm 116, który śpiewa się podczas pogrzebu, kiedy odprowadza się już ciało zmarłego na cmentarz. Jest to zawsze chwila smutna i pełna grozy śmierci. Ale ten Psalm ma na celu rozproszyć mroki śmierci i dać nadzieję na to, że życie tego człowieka jeszcze się nie skończyło i jeszcze powróci. Śpiewa się ten psalm, żeby przypomnieć wszystkim zasmuconym śmiercią, że perspektywą człowieka jest wieczne życie, a nie śmierć.

         Drugie czytanie jest wyjaśnieniem pierwszego. Umiłowanym synem „Izaakiem” jest Pan Jezus – Umiłowany Syn Boga. Został on faktycznie ofiarowany na górze i naprawdę zabity. Bóg jednak przyjął Go, obdarował na powrót Boskim, wiecznym życiem i błogosławieństwem i dał Go nam, jako gwarancję i nadzieję na nasze życie wieczne, podobnie jak Izaak był nadzieją dla umierającego Abrahama. Św. Paweł napisał, że w ten sposób Bóg stanął po stronie człowieka: „Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam?” On, który własnego Syna za nas wszystkich wydał, jakże miałby także wraz z Nim wszystkiego nam nie darować? A co Pan Bóg dał nam przywracając do życia swojego Syna? Pewność, że będzie nas bronił przed oskarżycielem czyli złym duchem. Dalej usprawiedliwienie, odwołanie wyroku potępienia oraz obietnicę, że Zmartwychwstały Chrystus będzie w niebie przyczyniał się za nami.

         Ewangelia prowadzi nas na Górę Tabor, czyli Górę Przemienienia. Tam pan Jezus przemienia się przed uczniami. Twarz jego jaśnieje jak słońce, a szata staje się tak biała, że przewyższa ludzkie możliwości – „nikt na ziemi tak wybielić nie zdoła”. W przemienionym Panu Jezusie odbija się całe piękno stworzenia – ma oblicze jak słońce, a biel jego szaty jest nieziemska, pochodzi z nieba. W tej chwili blask Boskiego, wiecznego życia oświecił Ciało Chrystusa tylko na moment, bo jeszcze było ono śmiertelne. Ale była to zapowiedź, że w zmartwychwstaniu stanie się takie już na zawsze. Mojżesz i Eliasz rozmawiali z Chrystusem, a Bóg powiedział: „To jest mój Syn umiłowany, jego słuchajcie”.

         Człowiek nie może zobaczyć na własne oczy Boga ani Jego chwały. Wydaje się więc, że tam, na Górze Przemienienia nie ukazała się cała Chwała Boga, ale chwała, jaką bóg obdarza zmartwychwstałe ciało człowieka. To nie była chwała niedostępna nigdy dla śmiertelników, ale zapowiedź chwały zmartwychwstania, jaką może otrzymać każdy człowiek, który dostąpi zmartwychwstania. Bóg nie przemienił się sam dla siebie, ale dla Mojżesza, Eliasza i apostołów, żeby im pokazać, jak naprawdę wygląda człowiek żyjący, odkupiony, zmartwychwstały. W porównaniu z nie zbawionymi jeszcze, można powiedzieć „czyśćcowymi’ duszami Mojżesza i Eliasza oraz cielesnymi postaciami apostołów, chwała zmartwychwstania wyglądała wspaniale, jak słoneczny dzień w zestawieniu z pochmurną nocą.

         Każdy z nas w życiu przezywa próbę podobną do próby Abrahama. Ofiarowanie jedynego syna oznacza tyle, co ofiarowanie własnego życia i własnej przyszłości. Oddanie własnego losu i własnej przyszłości w ręce Pana Boga, bez spodziewania się czegokolwiek, bo Bóg nic nie jest winien człowiekowi. Tymczasem my nie chcemy oddawać wszystkiego w ręce Boże. Mamy własne plany, chcemy mieć coś dla siebie, „mamy prawo do odrobiny szczęścia”, a jeśli już Pan Bóg sam coś weźmie, to zamartwiamy się na przyszłość. A przecież kto chce zachować swoje życie straci je. Apostołowie, kiedy zobaczyli chwałę zmartwychwstania, chcieli zostać już tam na zawsze i życie nie było im już potrzebne. Chciejmy i my zapatrzeć się w Chrystusa i zobaczyć w Nim naszą przyszłość, a więc to, że życie ofiarowane Bogu wraca w chwale zmartwychwstania i to już na zawsze.

Ks. B. Krzos

logo

caritas

Liturgia na dziś

Copyright © 2021 Parafia Św. Józefa w Sandomierzu. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Joomla! jest wolnym oprogramowaniem wydanym na warunkach GNU Powszechnej Licencji Publicznej.
DMC Firewall is developed by Dean Marshall Consultancy Ltd