W dzisiejszej Ewangelii padają słowa, które trudno jest zrozumieć. Pan Jezus woła: „Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie”. Co to znaczy? Czyżby Pan Bóg nie cenił mądrości i roztropności a zamiast tego stawiał na prostotę i pokorę? Niech mi będzie wolno użyć pewnego przykładu. Znamy wszyscy św. Andrzeja Bobolę – jezuickiego męczennika – patrona Polski. Jego umęczone ciało w sposób cudowny zachowało się od rozkładu po śmierci. Niestety przez różne zawieruchy dziejowe w pewnym czasie cudownie zachowane ciało męczennika dostało się w ręce pracowników Radzieckiej Akademii Nauk. Ci – jako ateiści i niewierzący – postanowili za wszelką cenę udowodnić, że nie jest to cud tylko mistyfikacja. Ciało męczennika nasycano różnymi chemicznymi substancjami, próbowano rozczłonkować i podpalić a w końcu, kiedy wszystkie „eksperymenty” zawodziły, zrzucono je z piętra na kamienną posadzkę. Tak oto naukowcy – a więc ludzie, którzy raczej powinni być mądrzy i roztropni – obchodzili się z tajemniczym i cudownym zjawiskiem religijnym. Kiedy ciało męczennika po wielkich trudnościach wróciło do Polski, prości ludzie nieśli je ze czcią na ramionach i modlili się przy nim w ciszy serca. Jak widać, lepiej miała się tajemnica wiary w rękach prostych i pobożnych ludzi niż uczonych ateistów.

         Wracając do Ewangelii, Pan Jezus wychwala Boga – swojego Ojca za to, że najważniejsze tajemnice zbawienia objawił, a wręcz nawet mocniej: powierzył ludziom o prostych sercach, bo takie było Jego upodobanie, to znaczy, że ludzie o prostych, wręcz dziecięcych sercach podobają się Bogu.

         Nie zapominajmy jednak o tym, że pokora i prostota nie przekreślają mądrości. Już pierwsze czytanie przywołuje słowa proroka Zachariasza. Jest to opis koronacji króla Salomona. Żeby go zrozumieć trzeba wiedzieć, że władza w królestwie Izraela w tamtych czasach nie przechodziła tak łatwo z ojca na syna, choćby dlatego, że królowie mieli bardzo wielu synów i zawsze między nimi rodziły się konflikty. Księgi Biblijne opisują dwóch z wielu synów króla Dawida, którzy chcieli wykazać się sprytem, roztropnością i przebiegłością. Nazywali się Absalom i Adoniasz. Każdy z nich, tylko że w różnym czasie, zastosował podobną taktykę. Najpierw ukradkiem podróżował po kraju pod pozorem oficjalnych wizyt i pielgrzymek i tam dawał się poznać ludziom przez to, że grał dobrego księcia. Jeden i drugi mieli też swoich zaufanych ludzi na dworze królewskim, a ci zaufani dworzanie liczyli na polityczne kariery. Kiedy zatem w całym kraju następca tronu był już znany jako opiekun ludu i przyjaciel ubogich, rozsyłał nagle zaproszenia do szlachetnych rodzin zwołując ich na wielka ucztę a posłańcy rozgłaszali po całym kraju, że oto teraz panuje już następca tronu. Ponieważ informacja rozchodziła się powoli, zanim żyjący król zdążył ją zdementować, otoczenia następcy było już tak silne, że wywoływał wojnę domową. Z tego powodu umierający już król Dawid wyznaczył sam na swojego następcę najbardziej wątłego i chorowitego z książąt – Salomona. Jego koronacja nie była rozgłaszana po całym kraju ani nie towarzyszyła jej wielka uczta możnych. Książę jechał po prostu na osiołku a ludzie spontanicznie polubili go i uznali za swojego władcę. Jak wiemy, Bóg wynagrodził go za jego prostotę i obdarował mądrością i wspaniałością. Wjazd Salomona na osiołku do Jerozolimy stał się zapowiedzią pokornego wjazdu Pana Jezusa, którego dokonał w Niedzielę Palmową.

         Podobnie dzieje się i dzisiaj. Kiedy wielkie wartości, a wśród nich wiara i Królestwo Boże, dostają się w ręce ludzi, którzy chcą nimi przebiegle grać, tak jak się gra w karty, dochodzi zawsze do chaosu, a czasem do podziałów i bratobójczych walk. Jak bardzo różni się od tego podejście Pana Jezusa, który gromadzi wokoło siebie nie możnych i wpływowych, ale woła: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię”. Każdy, kto jest pokornego ducha, jak Chrystus Pan, gromadzi ludzi żeby dawać, a nie brać. Co więcej, Zbawiciel jest gotowy uczyć wszystkich nas swojej pokornej postawy: „Weźcie na siebie moje jarzmo i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokornego serca, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych”. Jak wiemy jarzmo był to wygięty w dwa łuki drąg, w który zaprzęgano dwa woły, żeby zgodnie i równo pracowały. Mówiąc o jarzmie, Pan Jezus zachęca nas, żebyśmy stanęli koło Niego ramię w ramię i równo z Nim w tym samym rytmie szli przez życie i pracowali. Żeby jednak powołanych do współpracy z Chrystusem nie zniechęciło samo jarzmo, które kojarzy się przecież z niewolą, Pan powiedział: „Słodkie jest moje jarzmo, a moje brzemię lekkie”. Człowiek popierając prądy myślowe i idee zawsze wprzęga się w jakieś jarzmo i sam Pan Jezus tego nie ukrywa, że idąc z Nim, też narażeni będziemy na trudności. Te trudności nie powinny nas jednak przerażać ani paraliżować, bo koniec końców przynoszą człowiekowi otuchę i pocieszenie.

Ks. B. Krzos

 

logo

caritas

Liturgia na dziś

Copyright © 2020 Parafia Św. Józefa w Sandomierzu. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Joomla! jest wolnym oprogramowaniem wydanym na warunkach GNU Powszechnej Licencji Publicznej.
DMC Firewall is a Joomla Security extension!