Zaczynają się wakacje, ale – jak wszyscy dobrze widzimy – wyglądają one inaczej niż zwykle. Wszystko przez ograniczenia i obostrzenia. Generalnie trzeba pogodzić się z tym, że nie koniecznie wszystko będzie wyglądało tak, jak zaplanowaliśmy. Zastanówmy się jednak chwilę. Przecież zdrowy rozsądek podpowiada nam, że zawsze zdarzy się, że coś nie pójdzie zgodnie z naszym planem i trzeba być na takie sytuacje przygotowanym. To się nazywa zwykła przezorność. W skali globalnej w ten sam sposób możemy spojrzeć na cały świat. Część, nawet dużą część świata my jako ludzie poznaliśmy, jesteśmy w stanie ją kontrolować, planować i pewne rzeczy przewidywać. Pewni ludzie wierzą, że rok po roku uda się ludzkości opanować i przewidywać wszystko. Ale każdy, kto używa rozumu wie i widzi to naocznie, że nawet w XXI wieku ludzkość jest bezradna. Na taką „bezradność” i nieprzewidywalność też trzeba zostawić miejsce a ono nazywa się wiara. Nie wszystko da się objąć wiedzą i techniką. To, co nieprzewidywalne, zaskakujące, z czym sobie nie radzimy można powierzyć Panu Bogu i ufać, że On poradzi sobie z tym, z czym nie radzimy sobie wszyscy razem wzięci jako ludzkość.

         Dzisiejsze pierwsze czytanie z Drugiej Księgi Królewskiej opisuje pobożną i bogatą kobietę Szunemitkę, która nie miała potomstwa. Ta kobieta obrazuje całą ludzkość: ma pod dostatkiem wszystkiego, co sama da radę sobie zorganizować; perfekcyjnie radzi sobie ze wszystkim, co jest od niej zależne. Mimo tego jednak nie jest w pełni szczęśliwa, bo bezpłodność jest czymś, z czym sobie nie radzi i żadne bogactwa nie są jej w stanie pomóc. Co więc robi ta kobieta? Zostawia w swoim domu mały pokoik na górze z posłaniem, stołem i lampą i przeznacza je dla proroka Elizeusza. Ilekroć Elizeusz przechodził przez tamtą krainę, wiedział, że u tej kobiety może liczyć na posiłek i nocleg oraz na to, że zostanie tam przyjęty. W zamian za tę życzliwość i gościnę prorok wyprosił u Pana Boga dar potomstwa dla pobożnej gospodyni. Spotkała ją nagroda za to, że mimo posiadania wszystkiego i bycia „królową życia”, zostawiła w swoim życiu i domostwie trochę miejsca na posługę proroka i wiarę.

         Pan Jezus potwierdza tę naukę słowami Ewangelii: „Kto was przyjmuje, Mnie przyjmuje; a kto Mnie przyjmuje, przyjmuje Tego, który Mnie posłał. Kto przyjmuje proroka jako proroka, nagrodę proroka otrzyma. Kto przyjmuje sprawiedliwego jako sprawiedliwego, nagrodę sprawiedliwego otrzyma”. Jak widać współczesny świat popełnia taki błąd, że nie ma w nim „pokoiku dla proroka”, czyli robi się tu wszystko, żeby nie było miejsca na to, co duchowe, religijne, nadprzyrodzone. Stąd nasza współczesność jest duchowo bezpłodna: nie jesteśmy w stanie wymyślić – „zrodzić” czegoś dobrego, mądrego i pięknego, co mogłoby zostać dziedzictwem na przyszłość. Dawne wieki, w których było miejsce na wiarę, duchowość i przede wszystkim Pana Boga i Jego dzieła, zostawiły nam w spadku kulturę, zabytki, sztukę, literaturę, i wiele innych dóbr, które możemy podziwiać, i z których możemy korzystać. Natomiast wiek XX, kiedy coraz mniej mówiło się o Panu Bogu i Jego sprawach, coraz bardziej ufało się w moc człowieka i wierzyło się, że ludzkimi rękami można przemienić świat w raj, zostawił ruiny i kratery po bombach. Co zostawi po sobie wiek XXI, w którym nie tylko niemalże brak miejsca dla proroków, ale samo wspomnienie o Bogu i religii wzbudza jakieś wściekłe reakcje? Czy takie czasy zostawią po sobie kulturę, którą będzie można podziwiać, czy raczej zostawi jakieś dziwne ideologie i prądy myślowe gotowe nie tyle tworzyć, co wręcz rozwalać dziedzictwo zostawione nam przez przodków?

         Dzisiejsza Ewangelia przytacza bardzo dobitne słowa Boga: „Kto miłuje ojca lub matkę bardziej niż mnie, ten nie jest mnie godzien”. Nie jest to oczywiście podważanie IV przykazania Bożego, ale raczej stwierdzenie, że nic, naprawdę nic nie może być droższe nad sprawy Boże i zbawienia wiecznego. Wcale nie jest tu mowa o tym, żeby nie kochać rodziców, najbliższych czy kogokolwiek lub czegokolwiek innego, co jest nam drogie. Chodzi o to, żeby kochać, ale tak kochać, żeby w sercu, które jest jak rodzinny dom, znalazł się pokoik na górze dla Pana Boga, Jego spraw i Jego proroków. Nie jest dobrą żadna „miłość”, która nie zostawia miejsca na to, co okrywają tajemnice wiary: Na sprawy Pana Boga, duszy i zbawienia. Taka „miłość” może się wydawać wolna, wspaniała, przyjemna czy nawet piękna. Nie będzie ona jednak płodna w owoce, bo do tego wymagane jest błogosławieństwo Boże.

         Trudno nam przewidzieć jakie czasy nadejdą. Być może faktycznie przyjdą dni, że nawet za samo wspomnienie o Panu Bogu czy wierze człowiek narazi się na karę? Jednak nawet wtedy nikt nie będzie w stanie uwięzić wierzących serc. Gdyby więc kiedyś ktoś zburzył wszystkie kościoły i połamał krzyże, to zawsze w sercu każdy z nas będzie mógł zostawić małą izdebkę dla Pana Boga i spotykać Go tam. Będzie mógł/mogła dzielić się z Nim żywą wodą, a kto poda kubek wody do picia drugiemu, dlatego, że należy do Chrystusa – ten nie utraci swojej nagrody.

Ks. B. Krzos

logo

caritas

Liturgia na dziś

Copyright © 2020 Parafia Św. Józefa w Sandomierzu. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Joomla! jest wolnym oprogramowaniem wydanym na warunkach GNU Powszechnej Licencji Publicznej.
Our website is protected by DMC Firewall!