Jak wiemy w latach 60-tych XX w. była zimna wojna i żelazna kurtyna. W pewnym momencie wybuchła rewolucja na Kubie i cały Zachód i cały Wschód stanęły naprzeciw siebie gotowe do wojny światowej. Wtedy papież św. Jan XXIII wzywał do pokoju. Kiedy usłyszał o tym przywódca Związku Radzieckiego miał zapytać: „A ile papież ma czołgów, że chce być tutaj równym partnerem w rozgrywkach politycznych?” Niestety w dzisiejszych czasach panuje kult siły, a to co słabe w oczach świata jest spychane na margines. W podobnym duchu Św. Paweł napisał List do Rzymian. W tamtych czasach Rzymianie byli obywatelami świata a ich miasto było – można powiedzieć – stolicą świata. Nie było nikogo, kto by mógł równać się Rzymowi i jego potędze. Nie ma się co dziwić, że wtedy panował kult siły. Nawet ówczesna pogańska wiara była taka, że bogowie nagradzają za siłę i bohaterskie czyny. Do takich ludzi pisał św. Paweł i głosił im, że Chrystus umarł za nas, jako za grzeszników, w oznaczonym czasie, gdy jeszcze byliśmy bezsilni. Człowiek jest słabą istotą. Może się do tego przyznać i doświadczyć pomocy od Chrystusa, albo temu zaprzeczyć i udawać władcę świata. Kiedy w Średniowieczu Saraceni muzułmanie zajęli Ziemię Świętą, królowie europejscy wysyłali tam wyprawy krzyżowe – tzw. Krucjaty. Najlepsi rycerze z Europy walczyli i ginęli i Muzułmanie walczyli i ginęli, lała się krew a niepokój i wojna jak były tak były. Poszedł tam na boso św. Franciszek z Asyżu, rozmawiał z kalifem Al-Kamilem i od tej pory franciszkanie już zawsze mogą prowadzić w pokoju katolickie kościoły w Ziemi Świętej. A św. Franciszek był człowiekiem takim jak my, może z tą różnicą, że pozwolił, żeby Pan Bóg spojrzał na niego z litością, jak na zagubioną owieczkę. Osobiście znam jedną panią, która pracuje jako salowa w doku opieki w Ameryce. W każdą sobotę w tamtejszym upale stoi na chodniku przed kliniką aborcyjna z różańcem i plakatem o obronie życia. Niektórzy ją obrażają, niektórzy razem z nią się modlą, a niektórzy rozmawiają. Mówią, że już przynajmniej kilku kobietom odradziła popełnienie aborcji, nawiązała rozmowę, kontakt z nimi, pomogła poszukać organizacji charytatywnych, bo przecież w tym pracuje i nawet sama organizowała potem tym uratowanym dzieciom chrzciny, jako prezent dla matek. Prościutka, skromna kobieta, a uratowała życie kilkorgu ludziom. W tym czasie trwały polityczne rozgrywki i kampanie poszła na to masa funduszy i wywołano niemalże wojnę w mediach, a kliniki aborcyjne jak były tak są. A tak jedna pani pozwoliła, żeby Chrystus spojrzał na jej słabość z miłością. Tylko Chrystus Pan może spojrzeć na człowieka takiego, jakim jest i nie odrzucić go, a co więcej – wzmocnić go.

Kiedy Rzymianie patrzyli na ludzi zgromadzonych wokoło Pana Jezusa, widzieli potencjalnych buntowników i motłoch gotowy w każdej chwili do rozruchów. Kiedy patrzyli na nich faryzeusze widzieli niewykształconych ludzi, którzy nie znali prawa i byli dla nich niemal jak poganie. Kiedy patrzyli na ludzi celnicy i poborcy podatków, to można powiedzieć, że zamiast ludzi widzieli chodzące monety. A kiedy patrzył Chrystus Pan? Ogarniała Go litość, bo widział zagubionych ludzi, jak owce bez pasterza. W tamtych czasach ci ludzie potrzebowali najprostszej medycyny, wielu z nich potrzebowało ubrania lub sandałów na nogi, a wielu o prostu coś do jedzenia. A Pan Jezus co im dał? Posłał do nich apostołów, którym jeszcze trzeba było dać jeść, dzisiejsi ludzie nie zrozumieliby takiej pomocy. Tymczasem posłany apostoł, który przynosi Słowo Boże jest obdarzony taką mocą od Pana Boga, że ma to Jezusowe spojrzenie: widzi prawdziwe słabości i mocą Bożą z rozproszonych ludzi tworzy wspólnotę. Tysiąc przypadkowych ludzi chodzących po sandomierskim rynku to po prosu grupa ludzi, dla których trzeba przygotować w restauracjach jedzenie i znaleźć toaletę. Ale tysiąc ludzi zgromadzonych we wspólnotę, taka jak np. zgromadzenie zakonne, czy parafia, potrafi prowadzić szkołę, świetlicę dla dzieci, organizować wyżywienie, dary i pomoc, przygotować procesję na Boże Ciało, przygarnąć niechcianych, utrzymać kościół i jego otoczenie, a nawet utrzymać wiarę przez pokolenia i tożsamość narodową, kiedy zachodzi potrzeba. To we wspólnotach nawiązują się przyjaźnie na lata, odnajduje się miłość życia, otrzymuje wsparcie, a nawet jeden dla drugiego i za drugiego poświęca życie.

W dzisiejszych czasach takie myślenie nie mieści się w głowie, a to dlatego, że zamiast pytać „kto?”, „co?”, „jak?”, my często pytamy „ile?” W ekonomii, w czystej matematyce dziesięć osób to dziesięć osób, ale nie w oczach Bożych. Tu dziesięć osób we wspólnocie może znacznie więcej niż sto przypadkowych ludzi. Żeby jednak należeć do wspólnoty, to trzeba pozwolić, żeby Chrystus zobaczył wszystkie nasze słabości, żebyśmy w Jego oczach byli w całej prawdzie – jak zagubione owce. Potem trzeba dać się poprowadzić pasterzowi, a tu potrzebne jest zaufanie. Pan Jezus mówi żeby nie iść do pogan i samarytan. To znaczy, że nie każdy może zrozumieć tę misję.

Dzisiaj młodzi ludzie zdali matury. To nikogo nie dziwi, że każdy chce być kimś. Ale potrzeba też takich, którzy pozwolą się Panu Bogu zobaczyć w całej słabości i wybrać. Bo żniwo wielkie, a robotników mało. W tym roku daj Boże wyświęconych zostanie w naszej diecezji 3 kapłanów. Na pierwszym roku Seminarium jest 3 kleryków.

Ks. B. Krzos

 

logo

caritas

Liturgia na dziś

Copyright © 2020 Parafia Św. Józefa w Sandomierzu. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Joomla! jest wolnym oprogramowaniem wydanym na warunkach GNU Powszechnej Licencji Publicznej.
DMC Firewall is developed by Dean Marshall Consultancy Ltd