Kiedy czytamy opis stworzenia świata zamieszczony w Księdze Rodzaju, to w nim jak refren powtarzają się słowa: „Bóg widział, że były dobre”. Za każdym razem, kiedy Pan Bóg tworzył kolejne dzieła: niebo, ziemię, morze, gwiazdy i planety, rośliny i zwierzęta jest napisane: „Bóg widział, że były dobre”. Ale jedno zdanie psuje trochę tę pierwotną harmonię dobra i piękna w stworzeniu. Pan Bóg zauważa: „Nie jest dobrze, aby mężczyzna był sam”. Można powiedzieć, że wszystko na świecie jest z założenia dobre, ale samotność, albo raczej osamotnienie człowieka dobre nie jest. Osamotnienie nie wiąże się przecież jedynie ze smutkiem i tęsknotą za bliską osobą.

Osamotnienie sprzyja też indywidualizmowi i egoizmowi a może też niepotrzebnie „dokarmiać” ludzką pychę i poczucie „silnej niezależności” i samowystarczalności. Już pierwszy człowiek musiał zrozumieć, że „potrzebna mu odpowiednia pomoc” (por. Rdz 2,18.20), W Księdze Rodzaju jest oczywiście mowa o mężczyźnie – Adamie, dla którego pomocy Pan Bóg stworzył kobietę – Ewę. Księga ta powstała oczywiście w kulturze patriarchalnej, dlatego my teraz powinniśmy wiedzieć, że jej wskazania nie odnoszą się tylko do mężczyzn, ale także do kobiet, a więc do wszystkich ludzi i każdego z osobna. Skierujmy dzisiaj pytanie do Bożego Słowa; pytanie o to, jaka nauka płynie z niego dla nas na temat małżeństwa.

         Pan Bóg przeprowadza przed obliczem samotnego człowieka wszystkie zwierzęta. Człowiek nadaje im nazwy. Jest to akt ustanowienia człowieka panem stworzenia, a stworzenie odbywa przed nim swoistą defiladę. Wśród tej „defilady” nie znalazła się odpowiednia pomoc dla człowieka. Zatem pan świata i stworzenia ustanowiony nad nim przez Pana Boga przekonuje się, że potrzebuje pomocy i sam dla siebie jest niewystarczający. Wtedy Pan sprawia, że człowiek pogrąża się w głębokim śnie, wyjmuje mu żebro i tworzy Ewę – wszyscy znamy tę historię. Pan Bóg tworzy Ewę nie z głowy Adama, żeby nim kierowała. Nie tworzy jej z jego nogi, żeby Adam nią pomiatał. Tworzy ją z jego boku, żeby była mu równa w każdym calu. Choć mężczyzna i kobieta różnią się od siebie i są stworzeni do innych zadań są w oczach Bożych równi sobie w godności i w miłości.

Człowiek – pan stworzenia – uznaje swoją niewystarczalność i potrzebą pomocy i dopiero wtedy staje się godny małżeństwa – nadaje się do małżeństwa. Dzisiaj na świecie dzieje się zupełnie inaczej. Moment zawarcia małżeństwa przesuwa się w czasie a wyprzedza go zdobycie odpowiedniej edukacji, zrobienie odpowiedniej kariery lub znalezienie odpowiedniej pracy. Dopiero kiedy człowiek ogłosi siebie silnym i niezależnym, samowystarczalnym, odpornym i zaradnym – a dzieje się to przeważnie koło 30-tki, uznaje się za gotowego lub za gotową do zawarcia małżeństwa i założenia rodziny. Tymczasem poczucie siły, niezależności i bycia samowystarczalnym w życiu jest biegunowo odległe od postawy pokory i potrzeby pomocy dzięki której swoje małżeństwo zawarli pierwsi rodzice. Ośmielam się napisać, że skoro pokora i poczucie własnej niewystarczalności sprawiło, że człowiek nadawał się do małżeństwa, to dzisiejsze deklaracje siły i niezależności mogą świadczyć, że człowiek zupełnie do małżeństwa się nie nadaje. Chrystus Pan w Ewangelii powiedział wyraźnie, że nie wszyscy nadają się do małżeństwa: jedni urodzili się niezdolni do małżeństwa, innych ludzie takimi uczynili, a w domyśle niektórzy takimi stali się sami.

Obawiam się, że tak modne dzisiaj poczucie bycia silną i niezależną osoba, której nikt inny do szczęścia nie jest potrzebny Biblia nazwałaby śmiało „zatwardziałością serca”, a czy twarde serce jest w stanie kogoś pokochać, a tym bardziej przysięgnąć miłość, wierność i uczciwość małżeńską? W dzisiejszej Ewangelii faryzeusze (zapewne ludzie o „zatwardziałym sercu”) pytają Pana Jezusa o to, czy dozwolone są rozwody. Pan Jezus pyta, co na to prawo. Oni odpowiadają, że prawo na to pozwala. Wtedy Pan Jezus mówi wyraźnie, że takie prawo zostało napisane z powodu „zatwardziałości serc”, która czyni ludzi niezdolnymi do miłości i małżeństwa. Co najgorsze prawo to zostało napisane przez Mojżesza. Mówiło ono dokładnie, że jeśli mąż „znajdzie w żonie coś odrażającego” może napisać i wręczyć jej list rozwodowy i wtedy są wolni od małżeństwa. Takie prawo może nam – chrześcijanom dzisiaj się nie podobać. Ale nawet ono nie dawało możliwości rozwodów na życzenie. W liście mąż musiał opisać, co „znalazł” u swojej żony (w domyśle nie wiedział o tym wcześniej) a dodatkowo kobieta musiała ten list przyjąć. I dzisiaj w prawie Kościoła jest tak, że jeśli ktoś zataiłby umyślnie przed przyszłą żoną lub przyszłym mężem jakąś ważną i dużą wadę (np. uzależnienie od narkotyków lub hazardu, itp.), nie może ważnie zawrzeć małżeństwa i najczęściej taki stan osądzają sądy kościelne. Mimo wszystko jednak Pan Jezus ocenił prawo z założenia dopuszczające rozwody jako napisane dla ludzi o „zatwardziałych sercach”, podczas gdy ludzie o sercach zdolnych do miłości wezwani są do miłości wiernej i uczciwej aż do śmierci. „Co Bóg złączył, tego człowiek niech nie rozdziela” – powiedział nasz Zbawiciel. Zapewne nasz Pan myślał tutaj o każdym konkretnym małżeństwie, ale być może mówił też o małżeństwie ogólnie. To znaczy, żeby ucząc ludzi i wychowując młode pokolenie już od małego nie rozdzielać małżeństwa, to znaczy nie uczyć i nie wychowywać do tego, że w każdej chwili można się rozstać. Kto jest pokorny będzie najszybciej miłującym i wiernym mężem lub miłującą i wierną żoną.

Ks. B. Krzos

logo

caritas

Liturgia na dziś

Copyright © 2018 Parafia Św. Józefa w Sandomierzu. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Joomla! jest wolnym oprogramowaniem wydanym na warunkach GNU Powszechnej Licencji Publicznej.
Free visitor tracking, live stats, counter, conversions for Joomla, Wordpress, Drupal, Magento and Prestashop
DMC Firewall is a Joomla Security extension!