XVIII Niedziela Zwykła

Pan Jezus usłyszał o śmierci św. Jana. Jan był Jego krewnym i przyjacielem, jedna z najbliższych osób. Oto Bóg cierpi po ludzku, z powodu śmierci bliskiego. A kiedy Bóg cierpi wtedy Bóg czyni największe cuda, bo jeśli otrzymuje cios w samo serce, to wylewa się z niego wiele łask i jest to jeden z aktów założycielskich Kościoła.

Pan Jezus wyprowadza swój lud na pustynię. W Starym Testamencie Bóg mówił przez proroków, że dawniej wyprowadził swój lud z niewoli, ale przyjdzie czas że nie będzie prowadził, lecz łagodnie przywoła jak Oblubieniec swoją oblubienicę. Ludzie sami idą za Chrystusem pociągnięci Jego pięknem i prawdą, którą głosił. Nie idą „po coś”, nie idą, żeby coś sobie załatwić, żeby skorzystać, uzyskać uzdrowienie, zobaczyć cud, itp. idą bo Chrystus tam jest. Tak bardzo brakuje nam takiej spontanicznej postawy. Jest mowa o miejscu pustynnym, ale nie jest mowa o czasie, więc ten fragment odnosi się do każdego i każdej z nas. Pan chce przywołać nas na pustynię, na skupienie, żeby przemówić do serca i nakarmić je, bo głód serca jest największym z głodów.

Najpierw Pan Jezus ulitował się nad ludem. Dosłownie napisane jest, że poruszyło się Jego wnętrze, a to słowo oznacza miłosierdzie. Zgłodniali ludzie mają dwie możliwości: albo pójść do wiosek i miast i nakupić chleba, albo dostać go od uczniów Chrystusa. Miasta i wioski to cywilizacja, która jest i dzisiaj gotowa sprzedać wiele człowiekowi byle tylko zapłacił. Współcześnie bardzo dużo kupujemy od tego świata, ceny wciąż rosną i nie mówię tu o inflacji, ale o to jak wiele z życia człowiek musi dziś poświęcić za jakieś tanie podróbki i namiastki szczęścia, które oferuje duch tego świata. Diabeł jest często nazywany fabricator fragmentorum, czyli wytwórca podróbek. Bez aluzji do Chińczyków, ale zły duch zalewa świat taką duchową chińszczyzną, plastikową, wielokrotnie przepłacaną, tandetną, a jak wiele ludzi się na nią nabiera: a to dziwne terapie, a to centra odnowy duchowej, a to jakieś medytacje. Dietrich Benhoffer przestrzegał szczególnie przed pseudo-chrześcijańskimi ruchami religijnymi, gdzie kaznodzieje z imieniem Chrystusa na ustach wymachujący Biblią oferują tzw. tanią łaskę [ang. cheap grace]. Tania łaska to taka religia, w której ma być miło, lekko, przyjemnie i łatwo. Żadnych nakazów i zakazów, a za to ciepło na serduszku, a każdy kto umiera idzie do nieba, bo przecież dobry Bóg nas kocha i sam usprawiedliwił za darmo nasze grzechy. Te i inne substytuty prawdziwej wiary, to duchowe zakalce zamiast prawdziwego chleba oferowane na targowiskach świata po bardzo wysokich cenach, nawet za cenę ludzkiej duszy i zbawienia. Pan Jezus chce nas uratować przed światowym targowiskiem i jego tandetą. Dlatego wzywa uczniów, żeby karmili lud. A czym uczeń Boskiego Mistrza może nakarmić wiernych? Otóż pięć chlebów i dwie ryby można tu rozumieć symbolicznie. Pięć chlebów to Pięcioksiąg czyli Stary Testament. Dwie ryby zaś to symbol chrześcijański, czyli Nowy Testament. Razem tworzą siedem sztuk, a więc pełnię prawdy, która może nakarmić ludzkie serca. Ale Słowo Boże, nawet w pełni objawione, to nie wszystko. Pan Jezus bierze ten pokarm i robi dokładnie to, co Ewangeliści zanotowali w opisach Ostatniej Wieczerzy: dosłownie powtarzają się te same słowa: „wziął chleb, i dzięki składając, łamał i rozdawał swoim uczniom mówiąc…”. Żeby Słowo Boże nasyciło dusze musi być połączone z Eucharystią, a Eucharystia nie stanie się faktem, dopóki nie wypowie się słów Chrystusa. To jest tajemnica Kościoła: łaska Boża, która karmi i utrzymuje przy życiu, a nawet daje życie wieczne płynie obficie wtedy, kiedy słowa złączone są ze znakami, a do tego doprawione boleścią i miłosierdziem.

         Tylko to, co jest żywe może się mnożyć. Rozmnożenie chleba jest więc znakiem tego, że nie mamy tu do czynienia ze zwykłym pieczywem, ale z Chlebem Żywym, którym jest dla nas Ciało Chrystusa. Tamten cud rozmnożenia chleba ni był po to, żeby zaspokoić ludzki głód, ale po to, żeby zapowiedzieć Eucharystię. Zamiana siedmiu sztuk pokarmu w obfitą ucztę, po której zostało dwanaście koszów ułomków pokazuje przejście z liczby siedem oznaczającej pełnię i świętość do liczby dwanaście, która oznacza pełnię doskonałą, a więc wypełnieni wszystkich słów Chrystusa na końcu czasów i ostateczne zaspokojenie wszelkich dobrych pragnień w niebie, gdzie dobra nikomu nie zabraknie, a wręcz będzie go coraz więcej. Pan Jezus chce wzbudzić w nas prawdziwy duchowy głód i go nasycić obficie. Chce nas uzdrowić z duchowej anoreksji, w której na nowo pogańska ludzkość zatraciła uczucie głodu Boga i usycha z tęsknoty za Nim.

logo

caritas

Liturgia na dziś

Copyright © 2026 Parafia Św. Józefa w Sandomierzu. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Joomla! jest wolnym oprogramowaniem wydanym na warunkach GNU Powszechnej Licencji Publicznej.
Our website is protected by DMC Firewall!