W parafii w której pomagałem mieszkało rodzeństwo. Oboje byli uczniami pobliskiej szkoły. Byli bardzo mocno zaangażowani w życie kościelne: chłopak był ministrantem a dziewczyna śpiewała w scholi. Kiedy przyszły wakacje parafia zorganizowała wyjazd, taką kolonię dla młodzieży działającej przy kościele. Oczywiście zaproponowaliśmy tym dwojgu żeby pojechali, cena nie była wysoka za kilka dni pobytu nie przekraczała 200 zł. Wyjazd wydawał się atrakcyjni, ale ci dwoje zdecydowanie odmówili. Na początku nie wiedzieliśmy dlaczego a potem jedna nauczycielka pokazała mi ich dom.

Była to malutka, drewniana chałupka, w której zamiast szyby w oknach była założona folia. Domyśliliśmy się, że chodziło oczywiście o względy finansowe. Wiadomo że rodziny ani rodziców ani swojego stanu materialnego się nie wybiera, więc grzecznie zaproponowaliśmy tym dwojgu młodych ludzi, że możemy wziąć ich na wyjazd za darmo za to, że tak pięknie angażują się przy parafii. Wtedy oni również mocno i zdecydowanie odmówili. Oczywiście nie chcieliśmy ich do niczego zmuszać, ale doszliśmy do wniosku, że chodziło chyba o pewnego rodzaju honor dumę czy godność. Po prostu nie chcieli przyjmować od nas jałmużny, na pewno czuliby się z tym źle.

Myślę że wielu ludzi przeżywa to samo z jednej strony jeśli człowiek daje coś drugiemu to zazwyczaj dobry uczynek jakoś przeplata się z czysto ludzką satysfakcją i poczuciem tego, że pomogłem komuś w jakimś sensie gorszemu od siebie. Z drugiej strony przyjmowanie jakichś darów czy pomocy onieśmiela i zawstydza ubogiego, ale uczciwego człowieka.

Wydaje się, że podobna sytuacja spotkała proroka Eliasza. Był on człowiekiem o twardym charakterze, dumnym ze swojej posługi i znającym swoją godność. W pierwszym czytaniu spotykamy Eliasza, który przez całe swoje życie był rozgrywającym. To on zawsze rozdawał, to on był tym mocniejszym, to on zawsze był tym, który pomaga: to dzięki jego modlitwom dzban wody dzban mąki i baryłka oliwy u wdowy z Sarepty Sydońskiej nie wyczerpały się. To dzięki jego modlitwom Pan Bóg dokonał spektakularnego cudu na górze Karmel kiedy ustawione były dwa udarze na oczach tysięcy widzów i zarówno prorocy Baala jak i Eliasz – prorok żywego Boga modlili się, każdy do swojego Boga i to nasz Bóg a nie Baal zesłał ogień z nieba I strawił żertwę przygotowaną dla niego. Prorok Eliasz, ów „prorok jak ogień” namaszczał królów, burzył i obalał królestwa, potrafił posadzić na tronie i zdetronizować w imię Boże. Mocą Bożego Słowa na dwa lata zamknął niebo i sprowadził suszę jako karę za grzechy Izraela. Również potem na prośby proroka Pan Bóg zesłał z nieba ożywczy deszcz. Nagle ten człowiek, który zawsze był niezależny i potężny w słowie i czynie sam stał się uciekinierem i potrzebował pomocy. Z tego powodu, jak słyszeliśmy w dzisiejszym pierwszym czytaniu położył się na pustyni pod wyschłym krzewem i chciał umrzeć. W książce Henryka Sienkiewicza W pustyni i w puszczy czytamy, że mieszkańcy Afryki czasem popełniali samobójstwo na pustyni. Kiedy kończyła im się woda i jedzenie jawiła się przed nimi straszna perspektywa śmierci z pragnienia. Aby skonać szybciej kładli się na ziemi wystawiając całe swoje ciało na działanie zabójczego światła słonecznego. Zrozpaczony Eliasz nie tylko nie miał chleba ani wody ale również całkowicie odeszła go chęć do życia. Wtedy pojawił się anioł, który przyniósł prorokowi chleb i napój. Jak mówi Pismo Święte mocą tego pokarmu prorok szedł 40 dni i 40 nocy aż do góry Horeb. Tego się nie da zrobić siłami naturalnymi, to była siła nadprzyrodzona. Ten pokarm stał się zapowiedzią Eucharystii. I najlepszemu zdarzają się chwile załamania. Ale wtedy przychodzi z pomocą Boży pokarm, którym jest Eucharystia.

Przypomina mi się w tym miejscu dialog, jaki zapisał Mickiewicz w III części Dziadów dialog między księdzem Piotrem a demonem, którego ksiądz miał wypędzić i pytał go o jednego więźnia, na co diabeł powiedział: Ten grzesznik już przeklęty, prawem mnie należy.

Ksiądz: Jak ratować grzesznika?

Diabeł: Bodajżeś zdechł klecho, nie powiem.

Ksiądz: Exorciso…

Diabeł: Ratować pociechą.

Ksiądz: Dobrze, gadaj wyraźnie – czego mu potrzeba?

Diabeł: Mam chrypkę, nie wymówię…

Ksiądz: Mów!

Diabeł: Wina i Chleba.

Nie przyjąć jałmużny danej na pokaz i z wyrachowania – to świadczy o godności człowieka. Ale nie przyjąć koniecznej pomocy – to już głupi upór. Tego nie mogli zrozumieć słuchacze Pana Jezusa w dzisiejszej Ewangelii i tego wielu ludzi do dzisiaj nie rozumie. Nie jesteśmy w stanie, choćbyśmy i życie oddali, dać od siebie czegoś, co zasłużyłoby na życie wieczne. Pisał św. Paweł w Hymnie o miłości: gdybym całą moja majętność wydał na jałmużnę, a ciało wydał na spalenie, lecz miłości bym nie miał – nic bym nie zyskał. A miłość polega na tym, że trzeba dać, ale trzeba też wziąć dar przygotowany dla nas przez Chrystusa. A ten dar to jest Jego Ciało i Krew, dostępna tylko w grzesznym Kościele. Słuchacze Pana Jezusa żyli w świecie otoczeni pogaństwem i znali historię. Znali sytuacje, w których to bogowie pogańscy zjadali ciała ludzi i pili ich krew – chodzi o ofiary składane z ludzi. Wiedzieli, że Pan Bóg takich ofiar nigdy nie chce. Dlatego byli gotowi czytać Słowo Boże, modlić się, spełniać dobre uczynki i żyć uczciwie, aby w ten sposób być dobrymi i szlachetnymi ludźmi i zasłużyć na życie wieczne. A Pan Jezus mówi, że to nie wystarczy. Trzeba na to wszystko przyoblec pokorę i przyjąć podane rękami grzesznika Ciało i Krew Boga, który sam stał się ofiarą dla nas. I najbardziej kłuło i kłuje prawda, że to nie jest opcja do wyboru: Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli ktoś spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje Ciało, wydane za życie świata. Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia. Chrystus Pan, jak uczy św. Franciszek staje się dla nas żebrakiem miłości. Klucz do nieba nie leży tylko w dawaniu czegoś Chrystusowi. Kluczem jest pokorne uniżenie i wzięcie od żebraka tego, co ma nam do oddania – jego samego, jego Ciała i Krwi na pokarm i napój.

Ks. B. Krzos

 

logo

caritas

Liturgia na dziś

Copyright © 2018 Parafia Św. Józefa w Sandomierzu. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Joomla! jest wolnym oprogramowaniem wydanym na warunkach GNU Powszechnej Licencji Publicznej.
Free visitor tracking, live stats, counter, conversions for Joomla, Wordpress, Drupal, Magento and Prestashop
Our website is protected by DMC Firewall!