Jakieś 20 lat temu biła rekordy popularności prosta elektroniczna zabawka wymyślona w Japonii. Nazywała się tamagotchi (czytaj: tamaguczi). Było to niewielkie urządzenie mieszczące się w dłoni lub w kieszeni – czasem mogło pełnić rolę breloczka do kluczy. Zabawa polegała na tym, że na malutkim ekraniku oglądało się zwierzątko, które miało kilka podstawowych potrzeb: jedzenie, spanie i zabawa. Urządzenie działało 24 godziny na dobę i wydawało jakiś dźwięk, kiedy twoje „zwierzątko” było głodne, chciało się bawić albo spać.

Trzeba było wtedy wcisnąć odpowiedni guziczek i „zwierzątko” było zadowolone. Oczywiście ludzie poszaleli na punkcie tych zabawek. Zdarzało się, że nie tylko młodzież, ale całkiem poważni dorośli przerywali swoje zajęcia, żeby nakarmić lub pobawić „zwierzaczka”. Mówię o tym, bo dzisiaj jedna z popularnych piosenek przypomniała o tej zabawce. W jej refrenie pojawia się zdanie: „Tylko jeść, pić, spać jak tamagotchi”. Wiem, że to popularne, bo słyszałem jak dzieciaki to sobie śpiewają pod nosem. Nie wiem, czy piosenka zachwala, czy krytykuje taki styl życia, ale wiem, że niestety my – ludzie powoli zamieniamy się w takie proste w obsłudze urządzenia. Wielu z nas potrafi odczuwać tylko najprostsze potrzeby typu: rozrywka, picie, jedzenie i sen i to nie wiem czy nawet nie dokładnie w takiej kolejności. Myślę, że każdy spotkał się z taką sytuacją, że ludzie potrafią tylko „jeść, pić, spać jak tamagotchi”.

         Z takimi ludźmi spotkał się na pewno Pan Jezus w dzisiejszej Ewangelii. Trzeba zauważyć, że ta Ewangelia jest kontynuacją Ewangelii z poprzedniej niedzieli, w której była mowa o rozmnożeniu chleba. Pamiętamy, że zaraz po tym cudzie Pan Jezus oddalił się, bo najedzeni ludzie porwali się z miejsca i chcieli obwołać Go królem. Dobry byłby taki król, którego poddani mogliby się całe dnie wylegiwać a on sam karmiłby ich cudownie do syta. W cudzie rozmnożenia chleba kryje się jednak kilka prawd, którym warto byłoby się przyjrzeć.

         W Starym Testamencie istniały zapowiedzi skierowane do Ludu Wybranego mówiące o Ziemi Obiecanej jako krainie „mlekiem i miodem płynącej”. Jeśliby wędrujący przez pustynię Izraelici spełniali przykazania Boże jak należy, to mieli obiecane, że każda rodzina będzie miała po trzy kawałki ziemi: urodzajne pastwisko na nizinie, żyzne pole na wyżynie i obfitą winnicę. Zapowiedzią tych dóbr była manna spadająca z nieba, o której słyszeliśmy dzisiaj w pierwszym czytaniu. Bardzo szybko w Ludzie Wybranym pojawiła się mentalność znana z powieści Kornela Makuszyńskiego „O dwóch takich, co ukradli księżyc”. To właśnie tam główni bohaterowie, czyli Jacek i Placek wędrowali przez świat, aby dotrzeć do „krainy, w której nie trzeba pracować”. Kiedy okazało się, że na Ziemię Obiecaną trzeba sobie zasłużyć, że trzeba będzie o nią walczyć, ludzie się zbuntowali. Jak mówi Pismo Święte: mając w ustach mannę z nieba – dar od Boga ludzie bluźnili Pana Bogu.

         W Ewangelii Pan Jezus nakarmił tłumy rozmnożywszy cudownie pięć chlebów i dwie ryby. Gdyby tu chodziło o karmienie ludzi wystarczyłoby westchnienie do Pana Boga i ludzie po prostu poczuliby w swoich brzuchach, że są najedzeni – po co szukanie, łamanie i zbieranie ułomków. Tutaj, podobnie jak w przypadku manny, chodziło o zapowiedź Eucharystii. Człowiek trudzi się, walczy, daje coś od siebie, wytwarza coś, itp. potem to wszystko, co człowiek z trudem wywalczył i wypracował w symbolu chleba i wina ofiaruje się na ołtarzu, gdzie Pan Jezus składa ofiarę Bogu Ojcu i rozdaje pomnożone dobra.

         „Idziecie za mną – mówi Pan Jezus – nie dlatego, że widzieliście znaki, ale dlatego, że jedliście chleb do syta”. „Panie, dawaj nam zawsze tego chleba!” Jak bardzo nachalnie brzmi słowo „dawaj” skierowane do Pana Boga. Tylko dlatego, że Ty Panie Boże możesz, Ty masz, a ja nie mam, więc „dawaj”. Miłość Boża nie działa jak dodawanie, które do naszego zera może dołożyć tyle, ile trzeba. Miłość Boża działa jak mnożenie, które pomnaża wielokrotnie to, co daje człowiek. Jeśli ja Panu Bogu od siebie daję zero, to choćby je powielić milion razy, to i tak wyjdzie zero.

         Pan Jezus w dzisiejszej Ewangelii chciał obudzić w ludziach nowy głód i nowe pragnienie. Kiedy mówił im o nigdy niezaspokojonym głodzie Boga, głodzie miłości i życia – słuchacze chcieli napełniać swoje brzuchy. Kiedy z krzyża potem mówił, że pragnie zbawić świat i pociągnąć wszystkich do siebie – Jego oprawcy podali Mu ocet do picia. Tak rozumuje człowiek, który chce tylko jeść, pić, spać jak tamagotchi.

         Często spotykamy sytuacje, gdzie rozkapryszone dzieci, które mają wszystko, ta naprawdę niczego nie chcą i nie da się ich zadowolić. Nie bądźmy jak one. Nasycić się może i docenić nasycenie ten człowiek, który naprawdę w życiu poczuł głód. Dzisiaj Pan Jezus nie chce nas uczyć nasycenia, ale chce nas nauczyć odczuwania prawdziwego głodu i pragnienia, które może zaspokoić tylko Bóg swoją miłością.

Ks. B. Krzos

logo

caritas

Liturgia na dziś

Copyright © 2018 Parafia Św. Józefa w Sandomierzu. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Joomla! jest wolnym oprogramowaniem wydanym na warunkach GNU Powszechnej Licencji Publicznej.
Free visitor tracking, live stats, counter, conversions for Joomla, Wordpress, Drupal, Magento and Prestashop
DMC Firewall is developed by Dean Marshall Consultancy Ltd